Wywiad udzielony „Gazecie Porannej” po bitwie warszawskiej

Kazimierz Sosnkowski

Kazimierz Sosnkowski

1885-1969, polski działacz niepodległościowy, generał, minister spraw wojskowych (1920-1924), Wódz Naczelny Polskich Sił Zbrojnych (1943-1944).

Warszawska „Gazeta poranna” zamieszcza wywiad z ministrem spraw wojskowych gen Sosnkowskim na temat pogromu armii bolszewickiej:

Kazimierz Sosnkowski

1885-1969, polski działacz niepodległościowy, generał, minister spraw wojskowych (1920-1924), Wódz Naczelny Polskich Sił Zbrojnych (1943-1944).

Dotychczasowe wyniki naszej ofensywy – mówi jen. Sosnkowski – oznaczają całkowity pogrom czterech armii bolszewickich na razie, gdyż plan operacyjny nie został jeszcze przeprowadzony do końca, lecz wykonanie jego znajduje się ciągle w toku, a armia bolszewicka, przeznaczona do oskrzydlenia Warszawy od zachodu, nie została dotąd w całości zlikwidowana. Bolszewicy postępowali w tym wypadku zupełnie według planów Puzyrewskiego (z r. 1831). Otóż ta część armii bolszewickiej, która chciała odciąć nad od Gdańska, a tym samym od morza, znajduje się częścią, jakby w saku, otoczona zewsząd przez nas, częściowo zaś po nieudanej zgoła próbie przejścia przez Mławę cofnęła się rozbita. Sytuacja jej w okolicy Szreńska jest dziś nie do pozazdroszczenia, gdyż z jednej strony napierają na nią nasze oddziały z Pomorza i z Płocka, z drugiej zaś strony jest odciętą przez dywizję polską na linii Działowo-Mława-Modlin. Jest tam jeden korpus jazdy i trzy dywizje piechoty, ale wątpię, by jakaś większa jednostka bojowa zdołała nam stamtąd ujść.

XVI armia bolszewicka została rozbita prawie doszczętnie tak, ze tylko jakieś jej znikome resztki w kształcie bezładnych kup mogły przemknąć się na wschód. Pokreślić zarazem należy charakter i sposób tego odwrotu. Dowództwo bolszewickie bowiem wydało rozkaz palenia taborów i ucieczki na koniach. Co się tyczy dwu pozostałych armii, to wobec tego, ze operacje nasze są jeszcze w toku, trudno dzisiaj przewidzieć, co i ile z nich ujdzie rąk naszych. Wczoraj zajęliśmy Łomżę, wojska idą na Kolna, stwarzając następną barierę, skutkiem czego pod Ostrołęką rozbito jedną dywizję bolszewicką i podano ją dywizji naszej w Łomży, a ta znowu ją robiła. Ale nie na tym koniec: jeszcze jedna armia bowiem idzie na Białystok, skąd przecież już niedaleko do Osnowca i Grodna.

Reasumując całą naszą akcję ofensywną sceptycznie, a mimo to, co się okaże: siła liczebna armii bolszewickich na froncie północnym wynosiła co najmniej 250.000 ludzi. Z tego mamy do niedzieli ubiegłej 50.000 zarejestrowanych jeńców, a prawdopodobnie drugich 50.000 wpadnie jeszcze w nasze ręce. Jeżeli do tego doliczymy ciężkie straty bolszewickie w zabitych (jeden z angielskich generałów twierdzi, że nie widział w całej wojnie światowej równie krwawego pobojowiska), które obliczam na 40.000 ludzi, to w ten sposób otrzymamy resztki bolszewickie, jakie mogły ocalić z pogromu. Tymczasem rozbitki te, ukryte w lasach wycinają nasi chłopi, tak, ze krótko mówiąc jedynie luźne watahy zdemoralizowanych nam wymknąć się.

Aj jak jest na froncie małopolskim?

Tam uwidocznił się błyskawicznie refleks naszych zwycięstw na terenie Królestwa i mogę śmiało powiedzieć, że niebezpieczeństwo zagrażające Małopolsce wschodniej zostało zażegnane. Nie tylko napór bolszewicki zelżał tam widocznie, ale nawet część sił bolszewickich znajduje się w odwrocie. Obecnie nasze zadanie polega na szybkim przerzuceniu sił na front południowy, ażeby tam wziąć bolszewickie siły w tęgie kleszcze.

A jak spisała się armia ochotnicza?

Sprawiedliwość prosta nakazuje przyznać, że ochotnicy gen. Hallera oddali nam bardzo wielkie zasługi. Użyliśmy ich do uzupełnienia szeregów, a że szli oni na wojnę z zapałem i zasobem świeżych sił, tedy oddziałały na wojsko liniowe bardzo dodatnio swoją wartość moralną i ideowością jaka im przyświeca.

Ale w jaki sposób było możliwe tak rychłe przejście po odwrocie naszym do ofensywnych działań? – wtrąciłem.

Jak można było przejść do zwycięskiej ofensywy? Trzeba przede wszystkim mieć na uwadze tę ważną okoliczność, ze olbrzymią przewagę liczebną w swoim ataku na nas pozyskali bolszewicy przez ogołocenia z żołnierza wszystkich front łotewski i od Białego morza po armię gen. Wrangla wszystko rzucono na Polskę. A ta przewaga liczebna dała bolszewikom nadto inicjatywę  w ręce. Tutaj zaczyna się cała bieda, polega zaś ona na tym, że na tak rozległych frontach, jak nasze, które są ciągłe, lecz manewrowe, ruchome, ten jest górą, w czyich rękach spocznie inicjatywa. W stosunku do tego typu wojny przewaga inicjatywy staje się czynnikiem silniejszym dwukrotnie. A inicjatywa w ręku przeciwnika oznacza dla nas oczywiście defensywę.

Dochodzimy już do drugiej przyczyny. Żołnierz nasz bez przechwałki świetny, walczyć umie po bohatersku, ale też ma cechy, nie odłączne każdej młodej armii. Jest on mocny w ataku, natomiast słaby w defensywie.

Każda defensywa bowiem wymaga od żołnierza ogromnej rutyny, do której nabycia potrzebny jest czas, a nadto wymaga psychicznego zmechanizowania jakie daje długoletnia służba wojskowa i wdrażanie żołnierza przez całe lata dyscypliną. Tymczasem nasz żołnierz młody, ćwiczony szybko, a co najważniejsze, ze równocześnie z tworzeniem armii narodowej prowadzić musimy wojnę. W tym cała przyczyna, dlaczego nasz żołnierz jest słaby w defensywie. Ostatni nasz odwrót nie jest bynajmniej nowym zjawiskiem. Wystarczy przypomnieć tylko odwrót nasz galicyjski z 1919, a zobaczymy wiele cech pokrewnych z odwrotem ostatnim. Ale i wtedy z chwilą w której zdołaliśmy ująć w swoje ręce inicjatywę, wojna z Rusinami skończyła się naszym zwycięstwem. Trzeba też uprzytomnić sobie, że wówczas pod Czortkowem operacje galicyjskie były jedynie fragmentem walk. Teraz zaś mieliśmy defensywę na całym froncie i dlatego nasz odwrót sięgnął tak głęboko.

Było dla mnie wszelako zawsze jasne, że gdy inicjatywa przyjdzie w nasze ręce, będziemy świadkami zjawiska, które zakończyło w r. 1919 naszą kampanię w Małopolsce wschodniej. Dawałem takiemu zapatrywaniu wyraz nie raz jeden na posiedzeniach Rady obrony państwa i przewidywania moje spełniły się oczywiście. Ale na to, ażeby w tych, co dziś, warunkach pochwycić inicjatywę, trzeba było koniecznie nowych sił. Dlatego też ministerstwo spraw wojskowych zaraz od momentu, gdy stało się dla nas jasne, iż odwrót nasz pójdzie bardzo głęboko w ziemie rdzennie polskie, poczyniło wszelkie starania o zapewnienie szeregom, wyczerpanym nieustannymi, zaciętymi bojami, dopływu świeżych sił. Jakoż w ciągu zaledwo sześciu tygodni MSW zdołało zorganizować uzupełnienia, oraz wystawić niejednokrotnie bardzo silne liczebnie, całkiem nowe oddziały. Cyfr oczywiście ogłaszać nie możemy. I trzeba znowu uprzytomnić sobie, że ta ogromna robota organizatorska trwała zaledwie sześć tygodni. A równocześnie trzeba podnieść, jako wartość nadzwyczaj cenną, dopływ świeżych sił moralnych przez armię ochotniczą, oraz poryw patriotyczny całego społeczeństwa, który był znakomitym bodźcem dla całej armii.

Z chwilą, gdy siły nadciągały, całe zagadnienie stało się zagadnieniem operacyjnym: gdzie, jak kiedy uderzyć? Tutaj wyzyskano wielką operacyjną umiejętność, oraz naturalną nasza barierę. Wisła! Nasz plan operacyjny był bardzo głęboki i został najświetniej przeprowadzony. Bez przesady można powiedzieć, że rzeczywiście operacja ta ma wszelkie cechy operacji napoleońskich, około 16 bm. wojska nasze ruszył z nad Wieprza, a już 22 bm.  w ich rękach znajdował się Białystok! Trudno chyba o bardziej piorunujące tempo ofensywne!

Dzięki wysokiemu poziomowi moralnemu wojska, bohaterskiemu wprost zachowaniu się zarówno oficerów, jak też żołnierz w obliczu nieprzyjaciela, tylekroć silniejszego liczebnie, odnieśliśmy ostatnie sukcesy. To też męstwo armii naszej jest ponad wszelkie pochwały. Teraz okazało się jak najdowodniej, że dusza żołnierza polskiego pozostała nienaruszona, skoro żołnierz ruszał w bój nastrojony entuzjastycznie tak, że odsyłane do rezerwy pułki prosiły się o to tylko, by im pozwolić ruszyć w bój. Co również podnieść z uznaniem najwyższym należy, to, że zarówno między oficerami, jak też dowódcami poszczególnych dywizji, była widoczna szlachetna rywalizacja, silny rozpęd naprzód i naprzód!

Co zaś sądzi p. minister o armii bolszewickiej?

Bolszewicki żołnierz bije się dobrze, a że jest dobry tego dowodem fakty: wszakże to on zwyciężył Denikina, Kołczaka i Judenicza. Co się tyczy oficerów, cały ich szereg służy dość szczerze, a że niektóre dywizje bolszewickie np. syberyjskie biją się świetnie, o tym świadczą najwymowniej ich straty na pobojowiskach.

A jak zachowała się ludność cywilna wobec bolszewików?

Zachowanie się ludności cywilnej, było bez zarzutu. W takim np. Płocku czy Łomży współdziałała ona z nami, gdyż bolszewicy dali się jej porządnie we znaki. Duch patriotyczny przywiązania do Polski żyje w całej pełni w naszym ludzie. Były wypadki, że lud dowiedziawszy się, że w lesie są ukryci bolszewicy, zbierał się w sile kilkunastu chłopów i kobiet i brał ich do niewoli. W jednej nawet miejscowości chłopi wzięli bolszewikom armatę, do jej zaś ciągnięcia zaprzęgli baby, które bojąc się, by działo przypadkiem nie wystrzeliło, ciągnęły armatę, śpiewając litanię do Matki Boskiej.

Jeszcze słowo, panie generale. Jakie są akurat skutki naszej ofensywy?

Jest to zwycięstwo decydujące. Powiem więcej: jeżeli dalszy przebieg walki będzie taki, jak przewiduję, cała Rosja stać będzie przed nami otworem! Bolszewicy ponieśli bowiem skutkiem naszej ofensywy wprost olbrzymie straty w organizacji i materiale. Dziś znajdują się w takim stanie, że potrzeba by całych miesięcy, ażeby móc zreorganizować wojska bolszewickie. Taki stan rzeczy nadto nie może pozostać bez wpływu na stosunki wewnętrzne rosyjskie i pociągnie za sobą daleko idące zmiany. Boć przecież już tylko związek dawnych oficerów armii carskiej z żydami komunistami jest kazirodczy. Dały się już w nim zauważyć rysy, które zostaną niepomiernie pogłębione przez niepowodzenia wojenne. W oczach oficerów bowiem dzisiaj bolszewicy tracą wszystko, co przemawiało na ich korzyść i na odwrót, bolszewicy zaczynają podejrzewać oficerów o zdradę. Oceniając sytuację fizycznie, Rosja staje się pustą. Wrangel może dziś iść choćby do Moskwy. Skutki naszego zwycięstwa mogą być niesłychanie doniosłe; mogą być początkiem końca bolszewizmu, ale na to trzeba czekać końca naszych operacji wojskowych, będących w toku i usuwających się dlatego a pod dyskusji. Ale nawet to co już czyniliśmy, będzie mieć wiele ludzkiego rachunku, bardzo daleko sięgającego skutki, a zarazem otworzy się nowa karta dla całej polityki światowej.

 

„Czas” 27 VIII 1920, nr 204, s.2.

Sponsorzy:

Muzeum Historii Polski Patriotyzm Jutra

Dofinansowano ze środków MHP w ramach programu „Patriotyzm Jutra”

Teksty prezentowane na niniejszej stronie są dostępne na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa – 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej i Autorów tekstów.

Ilustracje, design: Stereoplan