Jak jednolity, niewzruszony mur… Społeczeństwo wobec wojny polsko-bolszewickiej

Przemysław Wywiał

Przemysław Wywiał

Wykładowca Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie (Katedra Bezpieczeństwa Narodowego), autor m.in. książki Bracia Herzogowie. Żołnierze Niepodległości (2014).

W obliczu porażek wojska polskiego w walkach z bolszewikami chwiać się zaczęły dopiero co tworzone struktury państwa polskiego. W tej sytuacji należało wciągnąć do walki jak najszersze rzesze społeczeństwa. Zagrożenie bolszewickie skłoniło najważniejsze ugrupowania polityczne do porozumienia i powołania 1 lipca 1920 roku przez Sejm Rady Obrony Państwa z Józefem Piłsudskim na czele, tymczasowego organu posiadającego pełnię władzy ustawodawczej i wykonawczej w sprawach związanych z wojną i pokojem.

Przemysław Wywiał

Wykładowca Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie (Katedra Bezpieczeństwa Narodowego), autor m.in. książki Bracia Herzogowie. Żołnierze Niepodległości (2014).

Już 3 lipca Józef Piłsudski wydał odezwy wzywające do mobilizacji sił w walce o obronę Ojczyzny. W pierwszej – „Ojczyzna w potrzebie!” – wzywał: „Jak jednolity, niewzruszony mur stanąć musimy do oporu. O pierś całego narodu rozbić się ma nawała bolszewizmu. Jedność, zgoda i wytężona praca niech skupi nas wszystkich dla wspólnej sprawy. Żołnierz polski, krwią broczący na froncie musi mieć to przeświadczenie, iż stoi za nim cały naród, w każdej chwili gotowy przyjść mu z pomocą. Chwila taka nadeszła. Wzywamy tedy wszystkich zdolnych do noszenia broni, by dobrowolnie zaciągali się w szeregi armii, stwierdzając, iż za Ojczyznę każdy w Polsce z własnej woli gotów złożyć krew i życie. Niech spieszą wszyscy: i ci, którzy stanąć mogą do pracy w instytucjach wojskowych, by zwolnić z nich i zastąpić tych, co na froncie przydatni być mogą. Niech na wołanie Polski nie zabraknie żadnego z jej wiernych i prawych synów, co wzorem ojców i dziadów pokotem położą wroga u stóp  Rzeczypospolitej. Wszystko dla zwycięstwa! Do broni!”[1]

W mobilizację społeczeństwa do walki bardzo aktywnie zaangażował się Kościół. 7 lipca biskupi wezwali wszystkich wiernych do jedności działania i wyrzeczenia się sporów politycznych. Biskupi stwierdzali m.in.:

 

Wróg to tym groźniejszy, bo łączył okrucieństwo i żądzę niszczenia z nienawiścią wszelkiej kultury, szczególnie zaś chrześcijaństwa i Kościoła. Za jego stopami pojawiają się mordy i rzezie, ślady jego znaczą palące się wsie, wioski i miasta, lecz nade wszystko ściga on w swej ślepej zapamiętałej zawiści wszelkie zdrowe związki społeczne, każdy zaczyn prawdziwej oświaty, każdy ustrój zdrowy, religię wszelką i Kościół. Mordowanie kapłanów, bezczeszczenie świątyń świadczy o drogach, przez które przechodzi bolszewizm. Prawdziwie duch antychrysta jest jego natchnieniem, pobudką dla jego podbojów i jego zdobyczy. Lecz szczególniejszą nienawiścią zapałał on do Polski. Bo, gdy niektóre mocarstwa zeszły ze swej pierwotnej drogi, aby zawierać z tym wrogiem umowy, własnego niepomne niebezpieczeństwa, bo Polska jedna oparła się pokuśnym wołaniom tego wroga i jakby murem stanęła, aby mu wstęp do siebie z zachodu Europy zagrodzić. Dlatego to wróg ów poprzysiągł jej zniszczenie i zemstę (…) Wzywamy was, abyście też dali zastępy ochotnicze dla ratowania narodu i Polski. W dzisiejszym naszym położeniu, w armii ochotniczej, obok istniejącego wojska, jest nasza nadzieja i przyszłość. Przez jej szeregi dajemy wojsku naszemu niezbędne rezerwy; wielkim czynem narodowym rozniecamy ogień zapału w całym społeczeństwie, ożywiamy nowym duchem zwątlałe siły armii.[2]

 

Wiele instytucji rozpoczęło szeroką działalność propagandową, mającą na celu zachęcenie społeczeństwa do walki i poświęceń w zmaganiach z bolszewikami. Realizowano w ten sposób hasło ROP „Ojczyzna w niebezpieczeństwie”. Wydawnictwa, gazety, jednodniówki, plakaty czy spotkania i wiece miały budzić uczucia patriotyczne i wyzwolić entuzjazm do walki w obronie ledwo co odzyskanej niepodległości.

Na terenie całego kraju budowano lokalne komitety obrony narodowej. W Warszawie ponad 200 organizacji utworzyło Obywatelski Komitet Wykonawczy Obrony Państwa. Podobnie było na prowincji. W akcję tę zaangażowali się przedstawiciele chyba wszystkich środowisk i grup społecznych. Mundury zakładali wykładowcy akademiccy i nauczyciele, którzy pociągali za sobą studentów i młodzież szkolną. Około 8 tys. nauczycieli zamieniło w tych dniach sale szkolne na koszary i okopy.

11 lipca również Komitet Centralny Stowarzyszenia Weteranów 1863 roku podjął uchwałę o powołaniu Komitetu Obrony Narodowej i wezwał naród do walki. Koła Weteranów powstania styczniowego działające na terenie całego kraju rozpoczęły działalność propagandową na rzecz budowy Armii Ochotniczej i zbierania środków dla Wojska Polskiego.

Szczególnie na wsiach aktywna była Ochotnicza Straż Ogniowa. Zarząd Główny Związku Floriańskiego zaapelował do lokalnych straży ogniowych, by – jak czytamy w „Wyzwoleniu” z lipca 1920 roku – „tworzyli zastępy ochotnicze (100 strażaków pieszych lub 50 strażaków konnych), w mundurach strażackich, z bronią palną lub sieczną zgłaszali się do miejscowych biur werbunkowych”.

Ogromną rolę odegrały w tych dramatycznych miesiącach stowarzyszenia kobiece: Liga Kobiet, Katolicki Związek Polek, Związek Ziemianek, Koła Polek, Polski Biały Krzyż, Praca Narodowa, Narodowa Organizacja Kobiet. Ich członkinie organizowały wysyłkę na front bielizny, środków opatrunkowych, lekarstw i paczek żywnościowych. Wspierały funkcjonowanie punktów rekrutacyjnych i żywnościowo-sanitarnych, szpitali dla żołnierzy oraz rodzin ewakuowanych z Kresów Wschodnich. Zarząd Czerwonego Krzyża powiatu kościańskiego wzywał 26 lipca 1920 roku w apelu skierowanym do „Rodaczek”:

 

Godzina ofiar wybiła!

Ojcowie nasi, mężowie, bracia i synowie hasłem „do broni” stają w szeregu dla obrony Ojczyzny. Spieszmy im zatem z pomocą. Przede wszystkim daje się odczuć wielki brak bielizny. W tym celu odzywamy się do serc litościwych, naszych Rodaczek i Rodaków, aby zechcieli zaopatrzyć braci Ojczyznę broniących w bieliznę wszelkiego rodzaju. W tych dniach panie z Czerwonego Krzyża zbierać będą ofiary w następujących miejscowościach: Kiełczewo, Kokorzyn, Pelikan, Kurzagóra, Gurostwo, Nacław, Ponin, Krzan, Czarków. Składnica nasza próżna, zatem prosimy o datki żywnościowe lub pieniężne.

W tym samym Kościanie ukazał się apel do społeczeństwa:

Obyś nie żałował gdy gardło ci ściśnie brutalnie ręka bolszewizmu

Obyś nie płakał, jęcząc w strasznej niewoli

Obyś nie przeklinał siebie za ślepotę i zniewieściałość i tchórzostwo i bezgraniczną głupotę,

Ty co dziś nie widzisz zbliżającej się grozy,

Już Moskal twoimi drzwiami targa,

Jeszcze możesz chwycić za karabin.[3]

Apele władz spotkały się z powszechnym odzewem w szeregach harcerskich. 13 lipca Naczelnictwo Związku Harcerstwa Polskiego wysłało rozkaz do wszystkich chorągwi o mobilizacji harcerskich oddziałów ochotniczych i przybyciu ich do Warszawy w dniu 17 lipca 1920 roku. Harcerze starsi byli wcielani do wojska, natomiast młodsi angażowali się w służbach pomocniczych, pracowali jako gońcy, wartownicy czy przy pracach biurowych. Wielu było zaangażowanych w działania wywiadowcze.

„W 1920 r. byłem uczniem jednej z włocławskich szkół średnich” – wspominał Zdzisław Świdziński, jeden z harcerzy włocławskich, którzy ochotniczo wstąpili do wojska, by wziąć udział w wojnie z bolszewikami – „W mojej szkole, uczniowie zebrani na okolicznościowym spotkaniu, podjęli uchwałę, by wstąpić, jako ochotnicy, do wojska. Od słów szybko przeszliśmy do czynów. W gronie kilkudziesięciu uczniów zgłosiliśmy się do koszar przy ul. Żytniej, gdzie mieścił się ośrodek werbunkowy oraz punkt ochotniczego zaciągu do wojska. Stacjonował tam wtedy jeden detaszowany batalion 14. Pułku Piechoty. Przeżywaliśmy swoją decyzję wstąpienia do wojska bardzo emocjonalnie… W koszarach odbyło się rejestrowanie, badanie i organizowanie ochotników. Dostałem przydział do jednej kompanii wraz z kolegami… Sformowany pododdział, do którego mnie przydzielono, skierowano na ramkę kolejową przy ulicy Kaliskiej. Transport wojska skierowano w stronę Warszawy”[4].

„Było coś wspaniałego w tym pochodzie najmłodszych pod sztandary” – pisze korespondent wojenny Adam Grzymała-Siedlecki – „Jakby wojna krzyżowa, porywająca na nogi wszystkich, kto zdolny jest podźwignąć oręż. A byli wśród nich i tacy, którzy, naprawdę, mówiąc, nie dorośli siłami do uciążliwej służby wojskowej”.

Ważną rolę w organizacji społeczeństwa na rzecz obrony państwa stanowiły wiece lokalnej ludności, podczas których podejmowano decyzje o formach pomocy państwu i wojsku. Przykładowo na terenie województwa krakowskiego latem 1920 roku odbyło się ponad 1300 wieców i zebrań; w powiecie brzeskim 320 wieców i zebrań informacyjno-agitacyjnych; w powiecie limanowskim ponad 60 takich spotkań z udziałem około 50 tys. uczestników. 8 sierpnia w Rzeszowie odbył się wielki wiec połączony z manifestacją patriotyczną z udziałem wojska i przedstawicieli okolicznych miejscowości; nastąpiło wtedy ślubowanie na wierność Ojczyźnie i zaprzysiężono gwardię obywatelską, złożoną z ponad 200 mężczyzn, których decyzjami komisji wojskowych zwolniono wcześniej od służby ochotniczej.

Lokalne komitety w ramach działań propagandowych rozpowszechniały prasę, odezwy, plakaty. I tak na przykład w województwie krakowskim w lipcu i sierpniu 1920 roku rozprowadzono 350 tys. ulotek i odezw podczas wieców ludności. Ponadto rozlepiono 12 tys. odezw większego formatu i 4200 afiszów oraz rozesłano około 3 tys. sztuk pisma „Ochotnik” i kilkanaście tysięcy innych publikacji.

Liczne były również inicjatywy wsparcia materialnego i finansowego dla walczącej armii. Lokalne komitety obrony pozyskiwały fundusze od osób, które dobrowolnie opodatkowały się na rzecz obrony niepodległości. Nierzadko zbierano również kosztowności, broń, płody rolne, żywność. Mieszkańcy Włocławka opodatkowali się kwotą 3 marek od okna mieszkania i 20 marek od okna sklepowego; ponadto na koszt miasta utrzymywane były rodziny wszystkich ochotników. Promocja idei ofiarności na rzecz armii przybierała i takie formy: na łamach „Gazety Kujawskiej” Komitet Obrony Państwa w Brześciu Kujawskim opublikował listę osób, które jeszcze nie wykupiły Pożyczki Odrodzenia lub wpłaciły na nią niskie kwoty. Może taka zachęta podziałała na opornych?… Tymczasem radni Płocka zdecydowali o przeznaczeniu na cele wojska 50 tys. marek i takiej samej sumy na pomoc dla uchodźców z Kresów Wschodnich. Wydział Opieki nad Żołnierzami Obywatelskiego Komitetu Obrony Państwa na Powiat Płocki utrzymywał gospodę i jadłodajnię dla żołnierzy, a opiekę nad nią roztaczały panie ze Służby Narodowej Kobiet Polskich. Komitet Obrony Narodowej w Siedlcach zorganizował zbiórkę pieniędzy wśród mieszkańców miasta, za które zakupiono  odzież i obuwie dla żołnierzy 22. pułku piechoty.

Niestety, okazało się, że najtrudniej było dotrzeć do ludności wiejskiej, która często z nieufnością podchodziła do rządu i mogła być podatna na propagandę bolszewicką. Chłopi nie zdawali sobie również sprawy, że nadciągający bolszewicy są zupełnie inni od znanych im Rosjan. W jednym z raportów Oddziału II Ministerstwa Spraw Wojskowych z lipca 1920 roku czytamy:

Chłopi, niekiedy nawet należący do elity chłopskiej, delegaci kółek rolniczych nie kryli obojętności dla losów Państwa, oddzielając interesy swego stanu od interesów Narodu. W tych warunkach hasło zaciągu ochotniczego natrafiło zrazu na wsi na grunt wysoce niepodatny.[5]

„Lud nie znał jeszcze bolszewików, – pamiętał tylko dawne czasy, kiedy to płacił 6 groszy za chleb, wszystko było tanio, a za okupacji niemieckiej ciągłe rekwizycje inwentarza i zboża, a i podczas paroletniej wolności nie zaznał jeszcze spokoju, bo musiał dawać rekruta i ciągłe podwody. To mu się już sprzykrzyło a nadomiar złego zjawili się agitatorzy, którzy wmawiali weń, że bolszewicy rżną tylko panów i księży, a biednych obdzielą ziemią. Te hasła znalazły najwięcej posłuchu pomiędzy służbą folwarczną i u miejskich robotników, a nawet usypiały czujność i drobnych rolników. Uchodźcy skarżyli się, że po drodze wsie ich niechętnie przyjmowały i wyzyskiwały przy zakupie produktów” – wspominał ksiądz Wiktor Mieczkowski, proboszcz słynnej plebanii w Wyszkowie. – „Skarżyli się ziemianie, że w wielu folwarkach służba nie pozwalała zabierać inwentarza, nie mówiąc już o wyraźnej niechęci udzielenia swej pomocy przy zaprzęganiu koni do wyjazdu”[6]. Zupełnie inaczej na bolszewików patrzyła służba dworska towarzysząca uciekającym z Kresów ziemianom: ona bowiem już zaznała „raju bolszewickiego”.

Problem postawy chłopów dostrzegał Wincenty Witos, który pisał potem: „Spodziewali się wtargnięcia bolszewików… byli zmęczeni i zniechęceni do wszystkiego. W niektórych, na szczęście nielicznych, miejscowościach ludzie na bolszewików wprost oczekiwali, spodziewając się od nich poprawy, bo im to dosyć głoszono”[7].

W swoim exposé, które wygłosił już jako Prezydent Rady Ministrów 24 lipca, Witos mówił między innymi:

Program da się streścić w słowach niewielu: obrona Państwa, zakończenie wojny i zawarcie sprawiedliwego i trwałego pokoju. Odrzucając hasła partyjne. Rząd nie zapomni, że masa ludu pracującego wsi, miast i osad fabrycznych dać musi dzisiaj Polsce krew i trud, aby w niej znaleźć ukochaną Ojczyznę – Matkę; wdzięczną dla wielkiej rzeszy swoich obrońców.[8]

30 lipca w „Odezwie do Braci Włościan” premier Witos wzywał:

 

Od was, Bracia Włościanie, zależy, czy Polska będzie wolnym państwem ludowym, w którym lud będzie rządził i żył szczęśliwie, czy też stanie się niewolnikiem Moskwy, czy będzie się rozwijać w wolności i dobrobycie, czy też będzie zmuszony pod batem władców Rosji pracować dla najeźdźców i żywić ich swoją krwią i znojem. Za to, czy państwo nasze obronimy od zagłady, siebie od jarzma niewoli, rodziny nasze od nędzy, a całe pokolenia nasze od hańby, za to my, Bracia Włościanie, odpowiedzialność poniesiemy i ponieść musimy. Od nas, Bracia Włościanie, Polska Ludowa może wymagać ratunku, w pierwszym rzędzie od nas, by my jesteśmy najliczniejsi, bo nam ona najwięcej dać może w przyszłości. Państwo to Naród, Państwo to Wy! (…) Gdyby przyszła potrzeba, musimy podjąć walkę na śmierć i życie, bo lepsza nawet śmierć niż życie w kajdanach, lepsza śmierć niż podła niewola.[9]

W wydanej 5 sierpnia odezwie „Ojczyzna w niebezpieczeństwie” wzywano:

 

Rząd postanowił bronić Polski do ostatniego kawałka ziemi ojczystej. Rozkazujemy armii naszej, rozkazujemy każdemu żołnierzowi aby walczył nieustraszenie, aby przy pomocy chłopa, robotnika i wszystkich żywiołów patriotycznych, nie ustępował, chyba że na wyraźny rozkaz rządu i wodza… Warszawa musi się bronić! Nie damy się najazdowi wroga broniąc świętego prawa narodu polskiego do niepodległości, prawa bez którego nie ma cywilizacji europejskiej, nie ma wolności ludzkiej. Krew nasza, siły nasze, walka nasza dla Ojczyzny drogiej![10]

Dlatego tak ważna na wsiach była akcja propagandowa organizowana przez Kościół katolicki. „Dla mas chłopskich wiara i Kościół były chlebem, bez którego masy te wprost żyć by nie mogły” – pisał Wincenty Witos. – „Autorytet księży był wielki. Wieś im bezgranicznie wierzyła i realizowała wszelkie zarządzenia Kościoła”.

Na pewną zmianę postawy chłopów wpłynęło uchwalenie 15 lipca przez Sejm ustawy o reformie rolnej oraz powołanie Rządu Obrony Narodowej pod kierownictwem Witosa.

Statystyki wskazują, że chłopi stanowili tylko nieco ponad 20% Armii Ochotniczej. Byli to przede wszystkim działacze ludowi związani z Polskim Stronnictwem Ludowym „Wyzwolenie”, członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej czy zamożniejsi chłopi.

Analizując jednak ten problem, warto również pamiętać, że mieszkańcy wsi nie znali tradycji ochotniczego zaciągu do armii. Znali jednak i podporządkowywali się obowiązkowemu poborowi, dzięki czemu w czasie wojny polsko-bolszewickiej chłopi stanowili aż 70% żołnierzy armii regularnej.

Znacząco budowę silnej armii polskiej wsparli pod względem finansowym ziemianie. Stowarzyszenia ziemiańskie wzywały do obrony kraju, a wielu właścicieli ziemskich deklarowało pieniądze na pomoc dla rannych żołnierzy i rodzin poległych, organizowało sierocińce, domy opieki i szpitale. Zdzisław Tarnowski z Dzikowa, wcześniej marszałek galicyjskiego Sejmu Krajowego, utworzył oddział kawalerii i stanąwszy na jego czele wraz z synem wyruszył na front.

Podobnie duży wkład w dzieło obrony niepodległości mieli robotnicy, mobilizowani przez działające wśród tej grupy społecznej Polską Partię Socjalistyczną i Narodową Partię Robotniczą. Do wojska zgłaszali się robotnicy z Pomorza, Warszawy, Łodzi, Piotrkowa, Radomia czy Zagłębia Dąbrowskiego, ale również z przyłączonego do Czechosłowacji Śląska Cieszyńskiego. Przykładowo na około 1000 ochotników z Torunia robotnicy stanowili aż 60% (kolejne 30% – rzemieślnicy). Napływ ochotników ze środowisk robotniczych i budowa osobnych formacji na bazie tych ludzi (jak 1. Robotniczego Pułku Obrony Warszawy) miały tak znaczenie militarne, jak i propagandowe: pokazywało to bowiem Europie, że polski robotnik chce bronić młodej niepodległości, a w Armii Czerwonej widzi jedynie najeźdźcę.

Tak o postawach w tych dramatycznych tygodniach pisał abp Aleksander Kakowski:

 

Cud nad Wisłą jest oczywiście dziełem Opatrzności, ale też i dziełem armii i całego narodu, który w kilkudniowych zmaganiach w obronie stolicy wyładował całą swą energię i poświęcenie. Poszli do szeregów księża jako kapelani i sanitariusze. Wielu z nich wróciło ozdobionych krzyżami walecznych. Poszła szlachta średnia i drobna, nieomal wszystka na własnych koniach. Z mojej rodziny poszło czterech Kakowskich, dwóch Ossowskich, dwóch Wilmanów, Janowski, prawie wszyscy, co byli zdolni do boju. Poszła wszystka inteligencja, młodzież akademicka i gimnazjalna od 6-ej klasy. Poszli robotnicy fabryczni gromadnie. Niestety, w niedużej ilości poszli chłopi, bo do roku 1920 chłopi z Kongresówki mało czuli się Polakami. Dopiero, kiedy się przekonali, że bolszewicy znęcają się nad chłopami i że w potrzebie należy bronić Ojczyzny przed wrogiem – od 1920 roku stali się obywatelami Polski. Nie zagrzała chłopów do wojny odezwa Witosa, którego przecież na to powołano na prezesa rady ministrów, żeby pociągnął chłopów do wojska. Dopiero szkoła polska nauczyła chłopa być Polakiem.[11]

W czasie największego zagrożenia oprócz regularnego poboru do wojska, który latem 1920 roku objął około 200 tys. osób, zorganizowano także zaciąg do wspomnianej już Armii Ochotniczej. Wstępować do niej mogli wszyscy obywatele RP, którzy nie zostali objęci obowiązkowym poborem, oraz poborowi, którzy wcześniej z różnych powodów otrzymali odroczenie służby wojskowej.

Dowódca Armii Ochotniczej gen. Józef Haller zaapelował do członków Polskiej Organizacji Wojskowej, Drużyn Strzeleckich, Drużyn Bartoszowych, „Sokoła”, harcerzy, studentów, związków młodzieży kresowej, stowarzyszeń samopomocy społecznej o wstępowanie do wojska. Mężczyzn wzywał do szeregów wojska, natomiast do patriotycznych kobiet pisał: „…a kobieta niechaj będzie tak jak ta matka spartanka, wysyłająca męża i syna w szeregi, aby wracali tylko jako zwycięzcy lub legli jako bohaterowie. Wpływem swym sprawcie, by ustała lekkomyślność, zatargi, huczne hulanki, a cała Rzeczpospolita, aby była jednym obozem warownym”.

Do Armii Ochotniczej wstąpiło ponad 100 tys. ludzi, z czego około 30 tys. ze stolicy.

Jak wyglądał zaciąg ochotników we Lwowie w gorącym lipcu 1920 roku? Zaufajmy wypowiedzi płk. Czesława Mączyńskiego w relacji korespondenta wojennego:

 

Ruch werbunkowy nie słabnie, lecz z dnia na dzień coraz większa fala dzienna przypływa. W pierwszym rzędzie zgłasza się młodzież szkolna, a przede wszystkim skauci, element ze wszech miar pożądany, bo już wyćwiczony, karny, wygimnastykowany, przyzwyczajony do niewygód i trudów, słowem półżołnierz, a dwój żołnierz, jako poczucie honoru, jako cnota harcerska, jako wyrobienie duchowe i patriotyzm przykładowy. W pierwszych dniach zapełniło koszary ochotnicze harcerstwo lwowskie, obecnie przybywają skauci z okolic, gromadami coraz większymi, ciągną z miast i miasteczek, od Zbrucza z jednej strony, i aż spod Rzeszowa z drugiej, dokąd sięga inspektorat okręgu lwowskiego.

Następnie młodzież szkół rzemieślniczych. Są przykłady zaciągu całych bez wyjątku zakładów naukowych. Takim przykładem jest drohobyski zakład dla sierot fundacji im. Skarbka: nie zostało w szkole ani jednego chłopaka, wszystko to już pod bronią albo w służbie pomocniczej, zależnie od wieku. Bez wahania i bez odwłoki stanęły na apel narodowe warstwy robotnicze; inteligencja, ta najzapalniejsza część społeczeństwa, nie zawiodła i tym razem – a następnie powiem panu z prawdziwym uczuciem szczęścia: chłopi! W pierwszych już dniach stanęła przede mną partia włościan z Sokolnik pod Lwowem, za nimi podążyły inne wsi bliższe i dalsze. Do świadczeń wojennych zapisali się weterani z 63 roku i inwalidzi. Nie brak w szeregach i Żydów. Kupiectwo lwowskie okazało się godne swoich tradycji. Co młodszy zapisuje się pod broń, starsi składają dary i zapisy pieniężne. Galicyjskie Towarzystwo Myśliwskie stwarza swoim sumptem osobną grupę kawalerii: tzw. oddział rycerstwa. Zjednoczenie ziemian daje swój oddział konnicy z pełnym ekwipunkiem i należną ilością koni. Poza tym każdy z ziemian należący do Zjednoczenia zadeklarował po trzy morgi gruntu daru dla ochotników. Wre też praca po powiatach. W każdym mieście mamy biuro werbunkowe, które prowadzą wysłani tam akademicy-ochotnicy. Wieści z powiatów dobre. Muszę powiedzieć, że akcja werbunkowa nie napotyka na naszym gruncie na żadne tarcia partyjne. Wszystkie organizacje werbunkowe podporządkowały się zgodnie inspektorowi okręgowemu, więc tak ważna organizacja POW, związki strzeleckie, małopolska straż obywatelska, jest tylko jeden u nas wysiłek i wspólne hasło – zwyciężyć![12]

Podobny entuzjazm panował w Wilnie, gdzie w szeregi armii polskiej tłumnie zgłaszali się uczniowie starszych klas gimnazjów, harcerze, studenci Uniwersytetu Stefana Batorego. Ochotniczą Legię Kobiet w ukochanym mieście Piłsudskiego zasiliło pięćdziesiąt studentek-ochotniczek.

Oczywiście, nie wszyscy chcieli być bohaterami, nie wszyscy marzyli o służbie w wojsku. Wielu starało się uniknąć służby na froncie, woląc zabezpieczyć sobie ciepłe posady na tyłach. Charakterystyczna jest wypowiedź matki Antoniego Jędrzejczyka, który przyjechał na krótki urlop z wojska do rodzinnego Szydłowca:

 

Dlaczego wy tacy wszyscy jesteście? Tak po mieczu, cała rodzina Jędrzejczyków, jak i kądzieli, cała rodzina Skrzyńskich. Walczycie, o Polskę, wiarę, sprawiedliwość i wolność. Walczycie o rzeczy wielkie, a wasze osobiste sprawy wam uciekają i życie mija. Ty i Maniuś jesteście na froncie. Każdego dnia kula może was trafić, ona nie wybiera. A tutaj wszyscy jak mogą tak się urządzają. Wymigują się od wojska, od pójścia na front. Zajmują różne posady i posadki i czekają spokojnie aż wojna się skończy. Bo gdy wojna się skończy, to wy żołnierze frontowi wrócicie do domów w mundurach-łachmanach, a oni będą was witać w czyściutkich garniturkach i białych koszulach. Głodnych żołnierzy będą witać syci obywatele miasta Szydłowca. Popatrz na twój mundur w ilu miejscach jest cerowany i łatany. Oglądałam twoją bieliznę, to nędza.[13]

 Takie przypadki nie mogą jednak rzucać się cieniem na całościowy ogromny wysiłek społeczeństwa polskiego w wojnie z nawałą bolszewicką. Dzięki wysokiemu poziomowi uświadomienia narodowego i patriotyzmu nie dało się ono zwieść socjalnym hasłom głoszonym przez najeźdźców, o czym najlepiej świadczy postawa robotników. Młodziutkie państwo, budowane z ziem trzech różnych zaborów, wykuwające się w ogniu walk zbrojnych o wszystkie swoje granice, po ponad wieku niewoli i czterech latach wyniszczającej Wielkiej Wojny, zdołało wystawić prawie milionową armię, która powstrzymała pochód rewolucji komunistycznej na zachód Europy. „Z otchłani klęski wydobyliśmy się na wierzch, aż ku szczytom triumfu. Sprawiły ten cud: armia, rząd i naród. Oby najdalsze pokolenia mogły się uczyć na tym przykładzie, co można zdziałać, gdy w jedności i poświęceniu sprzęgnie się cały naród i poprzysięgnie sobie: „muszę zwyciężyć!”” – kończył swoje wspomnienia z wojny polsko-bolszewickiej odznaczony Krzyżem Walecznych korespondent wojenny Adam Grzymała-Siedlecki[14]. Zwycięstwo w bitwie warszawskiej i całej wojnie to zatem zasługa nie tylko geniuszu Józefa Piłsudskiego, sprawności dowódców, bitności i karności żołnierza, ale również – a może przede wszystkim? – postawy i gotowości do najwyższych ofiar ze strony polskiego społeczeństwa.

 

[1] H. Szczechowicz, Społeczeństwo polskie wobec inwazji bolszewickiej, [w:] Wojna o wszystko. Opowieść o wojnie polsko-bolszewickiej 1919-1920, Warszawa 2010, s. 299.

[2] Cyt. za: W. J. Wysocki, Kościół polski wobec zagrożenia bolszewickiego w 1920 r., [w:] Dziedzictwo Marszałka. Myśl i czyn Józefa Piłsudskiego, pod red. J. J. Kasprzyka i P. Wywiała, Kraków 2014, s. 50-51.

[3] Cyt. za: J. Pawicki, Udział mieszkańców ziemi kościańskiej w wojnie polsko-bolszewickiej 1919/20, Kościan 2009, s. 17.

[4] Cyt. za: M. Krajewski, Ziemia dobrzyńska w cieniu czerwonej gwiazdy. Rok 1920, Rypin 2010, s. 101.

[5] Cyt. za: J. Szczepański, Społeczeństwo Mazowsza wobec bolszewickiego najazdu, [w:] Wojna polsko-bolszewicka 1920 roku na Mazowszu, pod red. A. Koseskiego i J. Szczepańskiego, Pułtusk 1996, s. 85.

[6] W. Mieczkowski, Bolszewicy w polskiej plebanji (Niedoszły rząd bolszewicki w Polsce na czele z Dr-em Marchlewskim, Dzierżyńskim i Konem w Wyszkowie pod Warszawą), [w:] Wojna polsko-bolszewicka na ziemi wyszkowskiej (Wybór tekstów, dokumentów i zdjęć), Wyszków 2004, s. 26.

[7] Cyt. za: T. Gąsowski, Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920, Kraków 1990, s. 26.

[8] Cyt. za: Wincenty Witos. Mąż stanu 1874-1945. Obrońca Ojczyzny i chłopów. Wybór myśli, oprac. R. Głowacki, Wierzchosławice 2015, s. 36.

[9] Tamże.

[10] Cyt. za: T. Gąsowski, Wojna…, dz. cyt., s. 28.

[11] Cyt. za: J. Szczepański, Społeczeństwo Mazowsza…, dz. cyt., s. 84.

[12] A. Grzymała-Siedlecki, Cud Wisły. Wspomnienia korespondenta wojennego z 1920 roku, Łomianki 2007, s. 17-18.

[13] A. Jędrzejczyk, Moja wojna 1919-1920, Warszawa 2010, s. 165.

[14] A. Grzymała-Siedlecki, Cud Wisły…, dz. cyt., s. 176-177.

Sponsorzy:

Muzeum Historii Polski Patriotyzm Jutra

Dofinansowano ze środków MHP w ramach programu „Patriotyzm Jutra”

Teksty prezentowane na niniejszej stronie są dostępne na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa – 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej i Autorów tekstów.

Ilustracje, design: Stereoplan