Psychofizjologiczne podstawy przewrotów społecznych

Napoleon Cybulski

Napoleon Cybulski

Napoleon Cybulski

1854-1919, fizjolog, publicysta, założyciel krakowskiej szkoły fizjologicznej.

Nie mamy podstawy wątpić, iż promotorami nowych kierunków myśli społecznej oraz twórcami nowych doktryn są jednostki najwrażliwsze, najbardziej odczuwające istniejące tarcia społeczne i cierpienia najbardziej upośledzonych. 

Napoleon Cybulski

Napoleon Cybulski

1854-1919, fizjolog, publicysta, założyciel krakowskiej szkoły fizjologicznej.

Niestety historia tych kierunków jednak świadczy, że wśród licznej rzeszy protestujących przeciwko niedomaganiom dotychczasowym nie było tak potężnego umysłu, który by potrafił objąć w równej mierze wszystkie strony i potrzeby natury ludzkiej i wskazał drogę najwłaściwszą do poprawy społecznego życia człowieka.

Tym razem prąd reformacyjny poszedł zupełnie inną drogą, jak wszystkie dotychczasowe usiłowania poprawy bytu społecznego. Stosownie do wymagań stanu umysłu współczesnego człowieka akcja się rozpoczyna od analizy obecnych stosunków, lecz nie licząc się zupełnie z podstawowymi cechami istoty człowieka i nie poddając analizie całokształtu dotychczasowej organizacji społecznej, tylko na mocy analizy pewnych czynników, niewątpliwie odgrywających rolę, przystąpiono do reformy całości. Po kolei też winę zła, nędzy i istniejącej niesprawiedliwości na świecie zaczęto przypisywać w pierwszym rzędzie zasadzie kapitalistycznej, jako podtrzymującej wyzysk warstw pracujących, następnie zasadzie własności prywatnej, w końcu zasadniczej jednostce społecznego ustroju – rodzinie. Tak tedy, w imię dobra powszechnego i ugruntowania zasady sprawiedliwości w życiu społecznym, prąd reformacyjny doszedł do sformułowania i ogłoszenia światu, jako jedynie zbawiennej drogi, doktryny dyktatury proletariatu, którą właściwie wypadałoby nazwać doktryną bezmyślnej rozpaczy, stanowiącej niejako syntezę tych wszystkich nowych kierunków reformy społecznej.

Wychodząc, podobnie jak Rousseau, z zupełnie dowolnego założenia, nie opartego na żadnej realnej podstawie, że człowiek, nieskażony oświatą i kulturą, z przyrodzenia samego posiada w swej istocie duchowej tylko cechy społecznie dodatnie, że natomiast wszelkie zepsucie rodzaju ludzkiego, wszelkie instynkty antyspołeczne, z którymi walczyła ludzkość w szeregu wieków, wynikają z winy tylko ustroju kapitalistycznego i spaczonego wychowania warstw posiadających, twórcy tej doktryny nie tylko odrzucają potrzebę dalszego rozwijania kultury i etyki dla organizacji społecznej, lecz bez najmniejszych zastrzeżeń przyjmują i rozpowszechniają naukę, jako niezbity pewnik, że gdy lud, właściwie nędza współczesna, cały proletariat, to co było najmniej wartościowe w dotychczasowym życiu społecznym na całym świecie, ujmie władzę w swoje ręce, tylko wtedy zapanuje prawdziwa równość i szczęśliwość, znikną różnice majątkowe, powstanie państwo idealne, w którym będzie rządziła bezwzględna sprawiedliwość. […]

Gdziekolwiek w mniejszym lub większym zakresie wprowadzano tę doktrynę w praktyce, wszędzie występowało na jaw zupełne lekceważenie, postponowanie nie tylko samej pracy umysłowej, ale i wszelkich wyników tej pracy, chociaż niepodobna przypuszczać, by apostołowie, którzy, zdaje mi się dla kontrastu z apostołami Chrystusa, przeważnie się werbują z warstw inteligentnych, nie zdawali sobie sprawy ze znaczenia, jakie praca umysłowa ma dla dobrobytu społecznego i dla potrzeb ludzkości. To lekceważenie znaczenia pracy umysłowej, jak widzimy w Rosji, w ostatecznej konkluzji doszło do przyjęcia zasady, że należy nawet wymordować całą inteligencję na świecie, jeżeli nie kulą i mieczem to głodem, ażeby pracującej ludzkości było dobrze.

Jest to tedy doktryna, która wbrew wszystkim dotychczasowym pojęciom myśli społecznej nie uwzględnia żadnych innych potrzeb człowieka i ducha ludzkiego prócz potrzeb materialnych i na pierwszy plan wysuwa nie jakieś cele i dążenia idealne, które przez szereg tysiącleci przyświecały ludzkości i były dla niej, jakby gwiazdami przewodnimi w pochodzie kulturalnym, lecz za jedyną wartościową rzecz przyjmuje jego własną personę, jego istotę cielesną, nadając w ten sposób znaczenie wyłącznie sile fizycznej, o ile ta dostarcza w swym zastosowaniu praktycznym produktów pracy bezpośredniej użyteczności, czego zresztą także nigdzie bliżej nie określa.

Mimo wyraźnego uznania pracy mechanicznej, doktryny tej jednakże nie możemy uważać za doktrynę ekonomiczną, ponieważ, jak widzieliśmy wyżej, ona się nie opiera ani na doświadczeniu, ani na obserwacji faktów zaczerpniętych z życia społecznego, ale wyłącznie na wewnętrznym przekonaniu jej twórców, i skutkiem tego ma wszystkie cechy kultu religijnego, który powstając pod wpływem wiary jednostki w prawdziwość i nieomylność przyjętej zasady, być może w najlepszej myśli, zostaje rozpowszechniany zupełnie tak samo, jak były rozpowszechniane kulty religijne; podobnie też, jak inne kulty, doprowadza wyznawców do fanatyzmu i tak samo zmusza ich do podziału ludzkości na wiernych i niewierzących, na heretyków, odszczepieńców i sekciarzy, zastępując, w braku krytycznej podstawy w założeniu samej doktryny, wszelkie dowody jej racjonalności prawie wyłącznie agitacją nienawiści do niewiernych. Połączone z nienawiścią dążenia do zwalczania choćby siłą gwałtów i najokropniejszych nadużyć (cel uświęca środki, ma też tu zastosowanie na każdym kroku) nie tylko niewiernych, ale nawet sekciarzy i odszczepieńców, prowadzą oczywiście wszędzie do nieuniknionej walki, do wojny domowej w łonie tego samego narodu bez względu na stopień i strukturę społeczną, która wskutek strasznej wojny została również wszędzie w mniejszym lub większym stopniu zachwianą.

W tej toczącej się lub grożącej wojnie domowej w łonie prawie wszystkich narodów europejskich, idzie oczywiście wszystkim wyznawcom prawowitej doktryny lub jej falsyfikatów o pozyskanie jak największej liczby zwolenników, jak największej siły do walki nie tylko z niewiernymi, lecz także z sektantami [sekciarzami – przyp. red.], jak np. w Rosji i w Niemczech; stąd też jako nieunikniona konsekwencja zjawia się coraz większe, aż do zupełnego absurdu dochodzące, radykalizowanie się każdej partii lub sekty, ponieważ tylko ta zyskuje największą liczbę adeptów, która potrafi obiecać najwięcej korzyści i w najkrótszym czasie, i ugruntuje nadzieję, że zwolennicy rzeczywiście z tych dóbr korzystać będą mogli. Taką doktryną, jak wiemy, stała się doktryna bolszewicka, która z punktu przemocą usuwa wszelką organizację społeczną i państwową, usuwa wszelkie ustawy religijne i etyczne, obiecuje znieść wszelkie różnice majątkowe, wszelkie dobra przyrodzone lub z pracy ludzkiej powstałe uznaje za własność wspólną, a samą władzę oddaje samowoli tłumu lub niby wybieralnej jego reprezentacji, której wola, a właściwie samowola, ma zastępować wszelkie dotychczas obowiązujące normy państwowe i etyczne.

Wszystkim i powszechnie znane są skutki tej akcji reformatorskiej społecznej w Rosji; nigdy prawdopodobnie ludzkość nie będzie mogła poznać, ile nadużyć, ile zbrodni popełniono w czasie jednego roku na obszernych przestrzeniach państwa rosyjskiego; faktem jest wszelako, że zwykły umysł ludzki, nie zaślepiony fanatyzmem partyjnym, nie jest w stanie myśleć spokojnie o tej bezgranicznej otchłani zbrodni, którą wywołało zastosowanie doktryny w praktyce. Prawdopodobnie niewielu ludzi u nas zdaje sobie sprawę, że ten straszny, na wskroś dziki bolszewizm rosyjski, nie tylko jest blisko spokrewniony z socjalistycznymi doktrynami niemieckimi, ale właściwie wyrósł na niemieckim gruncie i tylko w tej dziwnie chaotycznej organizacji umysłu rosyjskiego, w tej rozlewnej jego tęsknocie za jakimś nie dającym się ująć i określić bezwzględnym ideałem i celem życia, znalazł najpodatniejszy grunt dla swego urzeczywistnienia w praktyce.

Mam to przekonanie, że ani u nas, ani nawet w całej zachodniej Europie ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że nie tylko bolszewizm rosyjski, ale cały reformatorski kierunek, który nazywamy socjalizmem, w tej swojej formie, w której dotychczas występował, jest na wskroś ruchem antyspołecznym, jest bowiem z gruntu sprzecznym z tendencją, która leży w naturze każdej organizacji społecznej, przynajmniej o ile ją poznajemy i o ile możemy o niej sądzić na podstawie obserwacji i analizy samego faktu, tj. społecznego życia, nie tylko człowieka, jak to zaznaczyłem wyżej, ale i innych istot, żyjących w układach społecznych.

Nie stawiając sobie do rozwiązania takich problematów, jak przeznaczenie i rola człowieka na ziemi, cel jego istnienia itp., na który umysł ludzki prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie dać odpowiedzi, i ograniczając się tylko do takich zagadnień, które mogą być nam dostępne, zdaje mi się, że wobec dzisiejszego stanu nauki można wypowiedzieć na pewno jedno twierdzenie, że życie społeczne jestestw zwierzęcych, a w tej liczbie i człowieka, jak wspomniałem wyżej, zostaje przede wszystkim pod potężnym wpływem tego czynnika natury, który nosi nazwę instynktu lub uczucia samozachowawczego i to tak indywidualnego, jak i gatunkowego; jest to ta siła, ta potęga, która zupełnie bezwiednie i bez udziału naszej świadomości zmusza nas do stwarzania i wyszukiwania takich warunków, które dają coraz większe gwarancje, tak pod względem naszego bezpieczeństwa indywidualnego, jak i pod względem ciągłości gatunku, że życie w organizacji społecznej jest pod obu względami dla człowieka nie tylko korzystne, ale wprost konieczne, chyba nie może ulegać wątpliwości. Drugim czynnikiem, wynikającym z obserwacji społeczeństw zwierzęcych, jak i społecznego życia człowieka, jest niezależna od naszej woli tendencja, która zmusza każdą organizację do ciągłego postępowego rozwoju, do coraz lepszego udoskonalania się, znowu ze względu na potrzeby osobnika i całego gatunku, a szczególnie pod tym ostatnim względem; tam bowiem, gdzie idzie o całość, organizacja społeczna nie tylko obarcza członków swych najrozmaitszymi obowiązkami, jak już wspomniałem wyżej, z reguły różnorodnymi, lecz dla ratowania całości ponosi nieraz ofiary w jednostkach.

Te różnorodne obowiązki wymagają również najrozmaitszych wysiłków różnego rodzaju: raz pracy mięśni, drugi raz nerwów, niekiedy mózgu; wszystkie te wysiłki są dla organizacji jednakowo wartościowe, jednakowo niezbędne, lecz ze względu na członków, wykonujących te obowiązki, na ich indywidualne wysiłki, bardzo niejednostajne. […] Doktryna tedy społeczna, która w imię sprawiedliwości jednaką miarą pragnie mierzyć tak różnorodne formy wysiłków ludzkich i jednakowo je oceniać, bez względu na efekt zużytego całkowitego wysiłku, oczywiście przede wszystkim sama wykracza przeciwko tej idei, którą niesie na swoim sztandarze, i nie może nie sprawiać wrażenia wprost jakiegoś społecznego nonsensu, wprowadzona bowiem w życie nie może przyczynić się do zmniejszenia istniejącego niezadowolenia wśród członków danej społeczności, a chyba tylko je przerzucić na inne kategorie.

Nie mniej antyspołeczną akcją będzie, gdy w celach wymuszenia lepszych warunków dla pewnych pracowników odciąga się ich od pracy lub rujnuje warsztaty, a przez to całe masy takich samych pracowników skazuje na rozmaite braki i utrudnienia życiowe, jak się to dzieje np. obecnie dzięki tarciom w kopalniach węgla lub soli. Tego rodzaju wymuszanie poprawy bytu jednej grupy społecznej kosztem utrudnień dla innych jest w gruncie rzeczy taką samą antyspołeczną zasadą, jaką była wygłoszona przez Bismarcka: siła przed prawem. Lecz najbardziej antyspołeczny wpływ wniosły te nowe społeczne doktryny przez to, że wszczepiając w masy dążenia do zdobywania praw, apostołowie tych kierunków nigdy i nigdzie nie podkreślają potrzeby sumiennego spełniania swych obowiązków, lecz zwykle występują przeciwko tym, którzy o tej zasadzie społecznej przypominają.

Umysł społeczny, zbiorowy, pod wpływem sugestii i afektu społecznego traci tak samo, jak u każdego osobnika, wszelką zdolność sądu i rozwagi i działa prawie zawsze tak samo na oślep, prowadząc do fałszywej, czasami dzikiej i bezmyślnej akcji całe społeczeństwo, jak pojedynczą jednostkę. Dla obserwatora lub badacza psychiki społecznej, który by potrafił zachować w swych badaniach zupełną obiektywność, czasy obecne są jakby wielkim eksperymentem psychofizjologicznym, dokonywanym na organizmach społecznych w dziedzinie psychologii mas, jakiego cała historia ludzka nie przeżywała. Na faktach, które prawie codziennie życie nasuwa naszej uwadze, widzimy, jak w doświadczeniu fizjologicznym, i wpływ sugestii, i wpływ imitacji, i najbardziej decydujący w tych zjawiskach społecznych fakt mimowolnego odruchu społecznego. Poparcie dla tego przypuszczenia spotykamy prawie na każdym kroku. Kataklizm, który dotychczas dotknął najsilniej Rosję odbywał się, oczywiście, przeważnie w społeczeństwie rosyjskim na tle tych warunków, w których naród rosyjski od wielu lat pozostawał. Lecz tam, gdzie są Żydzi, w kataklizmie tym odegrali oni wszędzie pewną rolę i, jak zewsząd wiadomości głoszą, nie tylko był on popierany przez specjalnych, tej akcji oddanych, agitatorów, ale także przez masy żydowskie.

Że cała akcja socjalistyczno-bolszewicka nie jest świadomym wymysłem pewnej grupy ludzi, działających ze złej woli na niekorzyść dotychczasowego ustroju lub z powodu jakiegoś specjalnego przeczulenia lub sentymentalizmu względem upośledzonych warstw ludności, lecz, jak już kilkakrotnie zaznaczałem, ma głębsze podstawy w rozmaitych siłach i walorach duchowych, działających we współczesnych społeczeństwach, możemy wnosić także z szeregu innych faktów, dających się obserwować na najrozmaitszych elementach tych samych społeczeństw, wśród których się akcja odbywa; tak w rosyjskim i w naszym społeczeństwie lgnie do tego przewrotnego prądu wszystko to, co w swoich popędach życiowych sprzecznych z panującymi normami społecznymi lub etycznymi, nie zdołało tych popędów dostatecznie złagodzić, unormować i zahamować wpływami kultury i etyki, i skutkiem tego odczuwa pewną sprzeczność, podobnie jak Żydzi, ze swoim otoczeniem, jak to obserwujemy u znacznej części uczącej się młodzieży obojga płci; następnie wszystko to, co kulturalnie nie dorosło, a wskutek wychowania i życia nigdy nie może dojść do zrozumienia potrzeby hamowania w sobie popędów życiu społecznemu szkodliwych, jak skłonność do próżnowania, chęć używania życia bez pracy albo kosztem pracy wybieranej według własnego widzimisię, jak to widzimy u pewnej części warstw robotniczych; w końcu wszelkie jednostki o tendencjach zbrodniczych, które z natury swojej, ze swego przyrodzenia, posiadają bardzo słabe instynkty społeczne. Wszystkie te elementy lgną lub się chwytają doktryny bolszewickiej wskutek mimowolnego odruchu psychicznego, wcale się nie zastanawiając nad konsekwencjami i nie rozważając następstw i sytuacji, w której się mogą znaleźć w przyszłości, i tu bowiem sugestie i fanatyczne przejęcie się doktryną nie pozwalają ani na ocenę faktów, ani na rozumową kontrolę czynów.

Te właściwości swojego umysłu człowiek prawdopodobnie spostrzegł w sobie daleko wcześniej, niż począł je formułować, naukowo badać i określać, i rzeczywiście, jak z historii przeszłości wiemy, wszystkie kierunki myśli ludzkiej, wszelkie doktryny społeczne lub religijne od najdawniejszych czasów wyzyskiwały je w celu swego rozpowszechniania się; agitacja wśród mas wszelkich kierunków myśli politycznych lub społecznych, jak to się dzieje w naszych czasach, nie jest bynajmniej jakimś nowym wynalazkiem, tylko tym kierunkom właściwym. Lecz również z historii przeszłości możemy nabrać przekonania, że ta droga nie tylko jest niepewną, ale widocznie wprost fałszywą, skoro prawie nigdy nie doprowadza do celu, może ona poruszać i nieraz już poruszała masy ludzkie, które pod wpływem tych lub innych kierunków myśli nieraz już popełniały szereg mniej lub więcej szkodliwych dla ludzkości czynów, lecz na tym się sprawa kończyła; życie stopniowo znowu nawracało i płynęło dalej w tym samym, może nieco zmodyfikowanym łożysku, nigdy nie dochodząc do celu, który był w zamiarze ruchu. Wina tego niepowodzenia tkwi, według wszelkiego prawdopodobieństwa, w tym, że we wszystkich takich dotychczasowych usiłowaniach, mających za cel w tej lub innej drodze uspołecznienie człowieka lub zmianę społecznej organizacji, jak obecnie czyni socjalizm, nie brano w rachubę wszystkich cech umysłu ludzkiego, lecz korzystano tylko z niektórych jego wadliwości; nie uwzględniano np. tego, że tylko to stanowi właściwy dobytek nasz umysłowy, tylko to decyduje o naszym mniej lub więcej rozumnym, racjonalnym postępowaniu, co opieramy nie tylko na sferze wrażeń i uczuć, lecz co przeżywamy w sferze naszej myśli pod wpływem wielokrotnej krytyki naszego rozumu, logiki i uzasadnień, ufundowanych na doświadczeniu, którego dostarcza praktyka.

 

 

* * *

 

Napoleon Cybulski (1854-1919) – fizjolog, publicysta, założyciel krakowskiej szkoły fizjologicznej. Urodził się 13 września 1854 r. w Krzywonosach (obecnie Ukraina). Studiował medycynę w Petersburgu, następnie wykładał fizjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1891 r. został członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. Jego badania torowały drogę rozwojowi encefalografii i endokrynologii (m.in. Biologia wobec najnowszych badań fizycznych, 1905; Fizjologia człowieka, 4 tomy, 1891-96). Obok medycyny interesował się zagadnieniami społecznymi, publikując m.in. O stosunkach ekonomicznych w organizmie ludzkim (1889), Czy państwa i społeczeństwa mają obowiązek popierać naukę? (1895), Nauka wobec wojny (1918), Psychofizjologiczne podstawy przewrotów społecznych. Z rozmyślań nad współczesnym życiem człowieka (1919). Zmarł 26 kwietnia 1919 r. w Krzeszowicach.

 

Wybrane fragmenty pochodzą z: Psychofizjologiczne podstawy przewrotów społecznych. Z rozmyślań nad społecznym życiem człowieka (odbitka z „Roku Polskiego”), Kraków 1919, s. 8-15 i 23-26.

Sponsorzy:

Muzeum Historii Polski Patriotyzm Jutra

Dofinansowano ze środków MHP w ramach programu „Patriotyzm Jutra”

Teksty prezentowane na niniejszej stronie są dostępne na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa – 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej i Autorów tekstów.

Ilustracje, design: Stereoplan