Wojna polsko-bolszewicka 1920 roku w literaturze polskiej (rekonesans)

Maciej Urbanowski

Maciej Urbanowski

Maciej Urbanowski

Wykładowca Instytutu Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierownik Katedry Krytyki Współczesnej, autor m.in. książek: Od Brzozowskiego do Herberta. Studia o ideach literatury polskiej XX wieku (2013), Romans z Polską. O literaturze współczesnej (2014), Prawą stroną literatury polskiej, wydanie drugie poprawione i poszerzone (2015) i Brzozowski. Nowoczesność (2017).

„Z otchłani klęski wydobyliśmy się na wierzch, aż ku szczytom triumfu. Sprawiły ten cud: armia, rząd i naród”[1] – tak kończył Adam Grzymała-Siedlecki swoją znakomitą książkę Cud nad Wisłą, wydaną w roku 1921.

Maciej Urbanowski

Maciej Urbanowski

Wykładowca Instytutu Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, kierownik Katedry Krytyki Współczesnej, autor m.in. książek: Od Brzozowskiego do Herberta. Studia o ideach literatury polskiej XX wieku (2013), Romans z Polską. O literaturze współczesnej (2014), Prawą stroną literatury polskiej, wydanie drugie poprawione i poszerzone (2015) i Brzozowski. Nowoczesność (2017).

Wymieniając zaś zasługi „rozmaitych warstw i stanów” w odparciu nawały bolszewickiej, wspominał też pisarzy polskich:

 

Gdyby tylko powstała Armia Ochotnicza, nie było wśród nas ani jednego, któryby się nie oddał do dyspozycji władz wojskowych. […] Przywdzialiśmy mundury na znak, że od tej chwili gotowiśmy robić wszystko, co każą władze wojskowe. Młodzi spośród nas zaciągnęli się do boju. My, starsi, na rozkaz ministerium spraw wojskowych pozbieraliśmy się w instytucje propagandy. Ustała literatura, ustała twórczość osobista.[1]

Bolszewicki batog

Zresztą 15 lipca 1920 roku Komisja Mobilizacyjna związków artystycznych i literackich wydała odezwę, w której wzywała twórców do czynu: „Jest chwila, w której się ściany domu naszego zachwiały. Żołnierzom naszym, którzy dotąd podtrzymują ociekającymi krwią barami zagrożone zręby, musimy dodać ducha. […] Na front!”[2].

W Centralnym Komitecie Propagandy znalazł się więc pisarz tak daleki od spraw publicznych, jak Bolesław Leśmian, a na front udali się m.in. Józef Czechowicz, Józef Czapski, Stanisław i Józef Mackiewiczowie, Julian Przyboś, Władysław Broniewski. Ten ostatni został zresztą odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych.

W roku 1920 nie „ustała” też literatura polska. Powstało mnóstwo wierszy i broszur mobilizujących do walki i alarmujących przed bolszewizmem. Składają się one na rozpisany na głosy hymn wolności[3], a zarazem wyrażają niemal instynktowny antykomunizm i oczywiście wzywają Polaków do przeciwstawienia się najeźdźcy. Ten ostatni jawi się często jako prosta kontynuacja carskiej Rosji, ale też dzicz azjatycka, barbarzyńska horda, która niesie zniszczenie materialne i duchowe Polski oraz Europy. Stąd walka z bolszewizmem to także obrona wiary chrześcijańskiej i cywilizacji zachodniej. „Z nahajem kozackim/ zbliża się wolność sowiecka”[4], przestrzegał Edward Słoński, a Benedykt Hertz pytał retorycznie komunistów: „I wy nas chcecie uczyć swobody – / Wy, nie mogący żyć bez tyrana…?”[5]. Pełno też było w pisanych w roku 1920 wierszach wezwań takich jak te:

 

Hej baczność żołnierze! Przed nami jest wróg…

Lecz z nami jest wolność, Ojczyzna i Bóg[6]

 

albo:

 

Do broni! Chwila ostatnia!

Od wschodu łuną czerwoną

krew woła

woła krew bratnia…[7]

 

czy wreszcie:

 

A tam na Rusi z naszych kościołów,

Zrobił bolszewik stajnie dla wołów,

Chodźmy wygnać te bydlęta,

Bo tam nasza wiara święta[8].

 

Poezję obywatelską, tyrtejską piszą wtedy poeci-amatorzy, ale także twórcy uznani, jak choćby Jan Kasprowicz, który w Pieśni ochotnika agitował:

 

Kiep i tchórz, kto w tej chwili

Nie chce wroga bić.

Ja zaś wolę ruszać w pole

Niż w chałupie gnić![9]

 

Wybitny dramatopisarz Karol Hubert Rostworowski, wcielony do Biura Propagandy, zagrzewał do walki żołnierzy w licznych przemówieniach i w wierszach. W jednym z nich wołał:

 

Na ramię broń, na piersi krzyż,

I naprzód w imię Boże!

Wolę narodu mieczem pisz,

A gdyby zawiódł miecz i spiż,

Niech Ducha wróg nie zmoże![10]

 

O tym, co dzieje się na froncie informowali też na bieżąco pisarze-korespondenci wojenni. Najsłynniejszym z nich był Stefan Żeromski, który w relacji Na probostwie w Wyszkowie opisał swoje wrażenia z miejsca, w którym przebywał „rząd polski” z sowieckiego nadania. Pisał o jego członkach:

 

Krew polska nie płynęła w ich żyłach. Ci rodacy, dla poparcia swej władzy przyprowadzili na nasze pola, na nędzne miasteczka, na dwory i chałupy posiedzicieli, na miasta przywalone brudem i zdruzgotane tyloletnią wojną – obcą armię, masę, złożoną z ludzi ciemnych, zgłodniałych, żądnych obłowienia się i sołdackiej rozpusty.[11]

 

Żeromski oskarżał bolszewików i bolszewizm, ale ostrzegał równocześnie przed „lenistwem ducha Polski”[12]. Ono ściągnęło „batog bolszewicki” na zmartwychwstałą ojczyznę[13]. Batog, bo najazd bolszewicki jawił się Żeromskiemu jako okrutna kara za zaniedbania popełnione przy budowie niepodległego państwa polskiego. Wzywał więc do reform, do tego, aby na sztandarze Polski nowej zostały wypisane hasła „wyższe, świętsze, sprawiedliwsze, mądrzejsze, ponad śnieg bielsze”[14]. Triumf militarny nie oznaczał też zdaniem Żeromskiego końca wojny: „Pokonawszy bolszewizm na polu bitwy, należy go pokonać w sednie jego idei”[15].

Znakomite reportaże z wojny 1920 roku napisali też Karol Irzykowski oraz wspomniany już Grzymała-Siedlecki. Ten pierwszy, sławny pogromca młodopolskiej „bohaterszczyzny”, był zaskoczony wysokim morale polskich żołnierzy: „[…] w czasie mojej podróży na front ani razu nie miałem potrzeby krzepienia żołnierzy na duchu, a owszem, sam byłem wciąż krzepiony, a nawet zawstydzany, znalazłszy się w atmosferze takiego animuszu i rozmachu wojennego, jaki panuje dziś w wojsku polskim”[16]. Uderzał również Irzykowskiego antybolszewizm polskiego żołnierza, dla którego komunista jest „gorszym gatunkiem człowieka, czymś zbliżonym do małpy”[17], a „niejeden pies pułkowy nazywa się Trocki”[18]. Podobne postawy zauważał Kornel Makuszyński. Opisując krajobraz po wypędzonych bolszewikach, podkreślał: „czuje się, że prosta, ucz­ciwa dusza robotnika wzdryga się na widok ohydy, plugastwa i cynizmu, na widok kłamstwa, które woła o sobie, że niesie w prawej ręce «wolność», a lewą zabija”[19]. Z kolei Grzymała-Siedlecki zwiedzając Zamość i okolice po przejściu wojsk Budionnego, zauważał, że nawet potencjalnie prorewolucyjne chłopstwo z bólem patrzyło na dokonane przez bolszewików zniszczenia oraz odczuwało grozę na widok komunistycznego ateizmu i pogardy dla religii. A wspominając bohaterską obronę Płocka, pisał: „To był zaiste bunt kultury, doprowadzonej do rozpaczy, ale i w rozpaczy mężnej, polskiej, z ran wyrosłej i z pamięci o tym, że zwycięstwo nie tylko na ilość sił nieprzyjacielskich, lecz i na poczet tylu rycerzy, ilu ich każdy z nas w jednym sercu swoim własnym liczy”[20].

Relacje Irzykowskiego, Makuszyńskiego i Grzymały-Siedleckiego były publikowane w czasie toczących się walk na froncie. Stąd po trosze ich patriotyczny, tyrtejski ton, bo przecież miały one krzepić serca Polaków, mobilizować, tłumaczyć sens toczącej się wojny. Jednak nieco tylko inaczej wojna z bolszewikami wyglądała w prowadzonych również na gorąco, ale wydawanych po latach dziennikach i korespondencji[21]. Prywatne zapiski w trakcie walk polsko-bolszewickich prowadził na przykład Władysław Broniewski. W jego notatkach z roku 1920 równie istotne, co wydarzenia frontowe, są jego perypetie miłosne i próby literackie. Obraz samej wojny jest ambiwalentny. „Waleczna armia rabuje sklepy żydowskie”[22], ale też świetnie spisuje się na polu walki („Bili z maszynek, że niech szlag trafi”[23]). Szczególnie poruszające się opisy odwrotu spod Kijowa latem 1920 roku, gdy Broniewski pisze o śmiertelnym zmęczeniu, wszechobecnej śmierci i o tym, że „wojna w imię czegokolwiek jest niedorzecznością”[24]. Z podziwem jednak konstatuje, że nawet wtedy morale polskiego żołnierza nie upada: „Zapanował hart, twardy żołnierski obowiązek, przed którym ugiąć się musi wszystko”[25]. 26 sierpnia 1920 roku Broniewski obwieszczał „finis bolszewiae”[26]. Było to tym ważniejsze, że poeta miał świadomość, o co toczy się wojna z bolszewikami: „rewolucja rosyjska jest obecnie grą polityczną na wielkie stawki, grą, którą się wygrywa lub przegrywa jednym va banque[27].

Dość szybko ukazywały się też relacje wspomnieniowe. Już w 1921 roku Izabela Lutosławska opublikowała Bolszewików na polskim dworze, w których wspominała miesiąc okupacji bolszewickiej, na przełomie lipca i sierpnia 1920 roku, w majątku Drozdowo pod Łomżą. Podkreślała, że wśród „najjaskrawszych rzeczy”, z jakimi się spotkała wśród komisarzy bolszewickich, były nie tylko „dzikość, prymitywizm, okrucieństwo”, ale także „szczery fanatyzm”[28]. O tym ostatnim pisała: „Istnieje on, jest potężny, i uważam, że liczyć się z nim należy, jako z jedną bronią więcej w arsenale wroga”. I dodawała: „Fanatyzm bolszewicki polega na tym, że odwieczną żądzę pomsty klasowej i plemiennej (u Żydów) ubiera w aureolę haseł pozornie demokratycznych”[29]. Jak wielu innych zachwycała się też postawą polskiego chłopstwa. „Chłop nasz jest czcicielem rzeczywistości”, zauważała, i dodawała, że „(…) jest przepaść między tą twarzą chłopa [polskiego] a bezkształtną fizjognomią Moskala”, a to dlatego, że chłopscy „czciciele rzeczywistości wyznają jednak wiernie tę wiarę Krzyża, która nie jest z tego świata”[30].

 

Przemoc i miłosierdzie

 

Wojna z bolszewikami stała się ważnym doświadczeniem literatury międzywojennej. Pierwszym wybitnym tego świadectwem był wydany w roku 1921 Koń na wzgórzu, zbiór opowiadań Eugeniusza Małaczewskiego. Urodzony w roku 1897 roku na Ukrainie, przedwcześnie zmarły na gruźlicę w roku 1923 w Zakopanem, Małaczewski walczył o wolną Polskę pod Murmańskiem, a potem przez Francję dotarł wraz z armią generała Hallera do kraju, gdzie kontynuował szlak bojowy. W czasie wojny polsko-bolszewickiej zajmował się propagandą, był adiutantem generała Hallera, a wreszcie walczył przeciwko bolszewikom pod Warszawą, za co w końcu 1920 roku został awansowany do stopnia porucznika. Pisał zresztą relacje z frontu, np. podszytą wisielczym humorem Wycieczkę na front, a w poruszającym sprawozdaniu z wojskowego szpitala (U Dzieciątka Jezus) pokazał „ludzi straszliwie pokaleczonych przez wojnę”[31], jakby zapowiadając arcydzielnego, niezwykle popularnego i cenionego przez krytykę Konia na wzgórzu.

Tom ten opowiadał o brawurowej, a często tragicznej walce Polaków o niepodległość, także na wojnie 1920 roku. Wojny z bolszewikami dotyczy najważniejszy, tytułowy i zarazem ostatni utwór zbioru. Przyniósł on jeden z najbardziej wstrząsających w literaturze polskiej protestów przeciw wojnie jako takiej. Narratorem jest żołnierz, inwalida, ofiara wojny, okaleczony przez nią fizycznie i duchowo. Opowiada on, jak w czasie wojny polsko-bolszewickiej dotarł do swego rodzinnego dworku, splądrowanego przez bolszewików i jak odnalazł zwłoki zamordowanej przez nich siostry. Powodowany żądzą zemsty, oszalały z rozpaczy, wyruszył w pościg za bolszewikami, napotykając na swej drodze odartego ze skóry, ale żywego jeszcze konia. Dla narratora ów koń i jego męka stały się alegorią wojny, okrutnej rzeźni, krzywdzącej, kaleczącej w bestialski sposób niewinne, nic nie rozumiejące stworzenia.

Obraz ten przywoływał na pamięć Apokalipsę i takie też – apokaliptyczne – widzenie bolszewizmu pojawiało się w Koniu na wzgórzu. Obrazy bezmyślnie zniszczonego przez bolszewików dworku szlacheckiego oraz bestialsko pomordowanych ludzki i zwierząt dopowiadały, że komunizm jest nie tylko anty-kulturą, ale czymś z gruntu wrogim wszelkiemu życiu. Po takim doświadczeniu czymś koniecznym była zdaniem Małaczewskiego swoista rekonwalescencja ciała i ducha. Dla narratora jego opowiadania warunkiem tego odrodzenia był powrót do Dekalogu i duchowa przemiana, której kierunek miała dać światu Polska. Pisał więc sławne zdania, które potem cytował kardynał Wyszyński:

 

Kto umie leżeć duchowo krzyżem na świętej ziemi polskiej i obejmując ją miłośnie, słucha, co się w niej dzieje – ten usłyszy jakoby niezliczone mnóstwo odmiennie tętniących serc. To my: w nadziei zakonspirowani, legitymujący się wiarą, zbrojni Miłością.[…] W Polsce powstaje plemię nowych ludzi, jakich jeszcze nie widziano. Jesteśmy we drzwiach.[32]

 

Podobnie zresztą brzmiała konkluzja Miłosierdzia ziemi, noweli opowiadającej o umieraniu młodego komisarza czerezwyczajki, Wacława Kurhańskiego. To zresztą rzadka w literackich relacjach o wojnie 1920 roku próba zobaczenia jej z perspektywy wroga. U Małaczewskiego konający i cierpiący Kurhański odrzuca „sprawę Motłochu”, jak nazywa bolszewizm, i zaczyna odczuwać miłość oraz przebaczenie płynące od polskiej ziemi. „To Bóg zesłał Anioła tej ziemi – pisał Małaczewski – aby się borykał z duszą konającą i pokonał ją przemocą miłosierdzia. Albowiem od czasu zmartwychwstania Polski miłosierdzie ma w Niej przeważyć sprawiedliwość”[33].

W 1923 roku ukazał się inny ważny zbiór opowiadań o losach Polaków w czasie Wielkiej Wojny, a mianowicie Strzępy Epopei Melchiora Wańkowicza, a w nim opowiadanie Ogniem i mieczem, którego narratorem jest porucznik Klemens Lechnicki, poległy – jak czytamy w dedykacji – 12 czerwca 1920 roku pod Gronajstopolem nad Dnieprem. W zamykającej tom nocie Wańkowicz pisał, że „za wcześnie jeszcze, aby wielka sztuka objęła dorobek wielkiej wojny”, a jego książka jest „niby strzępy z eposu, drobne skry z popieliska wygarnione – nim zgasły”[34]. Wańkowicz chciał ocalić przez zapomnieniem niedawne wydarzenia, chodziło mu o „wierną prawdę” i o złożenie hołdu „polskiemu nieznanemu żołnierzowi”[35]. Wierzył też, że będą cegiełką, z której ktoś kiedyś stworzy wielki epos, może na miarę Trylogii? Tym pewnie tłumaczyć trzeba tytuł, jakim opatrzył relację porucznika Lechnickiego. W ten sposób wpisywał też wydarzenia wojny 1920 roku w ciąg potyczek Polaków z nadciągającym od stuleci od Dzikich Pól najeźdźcą. Wańkowicz podkreśla hart polskiego żołnierza, jego przemianę w powstańca, a sam tytuł opowiadania podkreśla ciągłość narodowej historii walk o wolność. W jednej z kluczowych scen tego opowiadania-reportażu opowiada o starciu młodego, prostego chłopaka z napotkanym przypadkiem bolszewikiem. Jego instynktowna niemal odwaga budzi zdumienie i szacunek towarzyszy broni.

Hołd bardzo młodym, ledwie kilkunastoletnim chłopcom, którzy na ochotnika wstępowali do armii i oddawali życie w walce z bolszewikami, składali zresztą i inni. Chociażby Małaczewski we wspomnianej relacji U Dzieciątka Jezus, czy Ferdynand Ossendowski w opowiadaniu Loluś Grajek[36]. Grzymała zachwycał się odwagą polskich „rycerzy”, często prawie dzieci. „Humor, śmiech i wiara w siebie”[37] – to były ich najważniejsze cechy.

Warto wspomnieć o kilku jeszcze utworach powstałych w latach 20. XX wieku. W powieści Janusza Meissnera Eskadra (1928) wojna polsko-bolszewicka jest z jednej strony przygodą, ale z drugiej raz jeszcze okazją do ukazania odwagi polskich żołnierzy, ich brawury, pogardy dla śmierci, zimnej krwi. Szczególne w tym utworze jest to, że główni jego bohaterowie są lotnikami, z precyzją stawiającymi czoło „burzy od Wschodu”[38]. Meissner ukazywał zresztą mało znaną, nowoczesną stronę wojny polsko-bolszewickiej, z rozbudowanymi opisami walk powietrznych oraz bombardowań pozycji wroga. W drugim planie książki pojawiał się krytyczny obraz „zdenerwowanej, rozpolitykowanej, mędrkującej ulicy Warszawy”[39] oraz ziemiaństwa, reprezentowanego przez rodzinę narzeczonej Tadeusza Szyllinga, głównego bohatera powieści. Krzemienieccy są krytyczni wobec Piłsudskiego, nie wierzą w zdolność Polaków do samodzielnego odparcia wroga. Szylling przeciwstawia się temu „mędrkowaniu cywilnego tchórzostwa”[40], wierzy w „geniusz Wodza”[41], twierdzi, że o zwycięstwie zdecyduje „[…] zgodny wysiłek całego społeczeństwa i usunięcie trudności, które nasza prywata stwarza na drodze człowieka [tj. Piłsudskiego], wyrosłego sercem i zdolnościami ponad wszystkich”[42]. W ostateczne zwycięstwo nad bolszewikami nie wątpi też Irena Bielska, pielęgniarka i siostra poległego w wojnie lotnika. Mówi ona: „Nie może być, aby tyle ofiar, tyle krwi i tyle zgaszonych istnień ludzkich nie przeważyło szali. Zwyciężycie ich: nie pozwoli Bóg, aby się stała zbrodnia”[43]. Wojna z bolszewizmem jest w Eskadrze także walką z narodowymi wadami: „[…] walczy odwaga z mędrkowatym tchórzostwem, zimna krew z histeryczną gorączką, polityka obcych mocarstw i kapitałów z polską myślą o zwycięstwie […]”[44].

Inaczej jeszcze, zaskakująco na wojnę 1920 roku spojrzał Edward Ligocki w powieści Gdyby pod Radzyminem… (1927). To historia wyobrażona, w której bitwę warszawską wygrywają bolszewicy. W efekcie zwycięstwa zajmują Warszawę i rozpoczynają podbój Europy Zachodniej. W stolicy Polski wybucha wszakże powstanie antybolszewickie, które obserwujemy oczyma głównego bohatera powieści, adiutanta rannego i ukrywającego się generała Józefa Hallera. W bolszewickiej Warszawie rządzi terror, okrutnie torturowani są księża i arystokraci, profanowane są świątynie, a komuniści oddają się rozpuście. Dominującą rolę zaczynają odgrywać Żydzi i „bandy azjatyckie”[45]. Tak oto powstaje „nowa Rosja zachodnia, nowa kolonia bolszewicko-litwacka, ale nie Polska”[46], jak z aprobatą mówi polska komunistka, Halina Czajkowska. Adiutant Hallera odpowiada jej: „Jeżeli wy, a raczej […] twoi byli panami sytuacji, nie zostanie tu kamień na kamieniu i jednego człowieka, który ma Boga w sercu…”[47]. Bohaterscy powstańcy wypierają bolszewików ze zrujnowanej stolicy i czekają na – ostatecznie zwycięską – kontrofensywę, idącą we wrześniu 1920 roku z Wielkopolski pod wodzą generała Dowbór-Muśnickiego. W tej alternatywnej historii wojny polsko-bolszewickiej główną rolę odgrywają przedstawiciele prawicy (Józef Haller, Roman Dmowski, Władysław Sikorski, ale też ułani… pułkownika Andersa), Piłsudskiego i lewicy w niej prawie nie ma. Jest za to „bohaterstwo serc polskich”, pochwała „cichej, pogodnej, w prostocie swojej niemal dziecinnej miłości Ojczyzny”[48]. W zakończeniu swej fantastycznej wizji autor wraca do historii faktycznej i wygłasza apologię zwycięstwa pod Radzyminem, porównując je raczej zaskakująco do zwycięstw włoskich faszystów: „Wtedy, pod Radzyminem, w dniach pamiętnych, myśmy byli tym, czym się stały drużyny d’Annunziowskie, walące na Fiume, czy scuadri fascisti, maszerujące na Rzym. Dobyliśmy miecz w walce z krwawym szatanem”[49].

Spośród nielicznych dramatów traktujących o wojnie polsko-bolszewickiej warto wymienić sztukę Żeromskiego Ponad śnieg bielszym się stanę (wyd. 1921). Pisarz przedstawił w niej konflikt w rodzinie ziemiańskiej, w której młode pokolenie wbrew starszym chce poprawić los chłopów, a w tragicznym zakończeniu dramatu bolszewiccy maruderzy wymordowują całą rodzinę. Jak pisze Davies, „podczas premiery we Lwowie sztuka wywołała skandal, w Krakowie zaś została przyjęta owacyjnie”[50].

W 1921 roku bliski socjalistom Wacław Sieroszewski wydał Bolszewików. Ich akcja rozgrywa się w sierpniu 1920 roku w majątku Morskich w Miłowicach. Właścicielka Miłowic, piękna Janina Morska, nie zgadza się opuścić dworu, do którego lada moment wkroczą bolszewicy. Wśród nich znajdzie się jej dawny adorator, Feliks Sypniewski, dezerter z armii polskiej, obecnie oficer bolszewicki. Najazd bolszewików jest przedstawiony jako bezmyślny rabunek i opisywany za pomocą takich metafor, jak pożar, powódź, wreszcie najazd „nowych barbarzyńców”[51]. Tak też Morska widzi komunizm w dyspucie, jaką stoczy w akcie II z Sypniewskim. Ten ostatni wierzy, że „jedynie komunizm może odnowić spleśniałą ludzkość” i twierdzi: „Jesteśmy jedynie lontem, który zapali siły wybuchowe, nagromadzone w głębi społeczeństwa przez stare krzywdy i stare zbrodnie”[52]. Rzeczywistość demaskuje te szczytne hasła, działania bolszewików budzą zresztą sprzeciw chłopów i służby, na koniec komunistycznych haseł wyrzeka się zresztą sam Sypniewski.

Bolszewikach wraca też motyw często obecny w ówczesnej literaturze na temat wojny 1920 roku, a mianowicie akcentowanie już nawet nie „moskiewskiego”, ale żydowskiego pochodzenia „nowych barbarzyńców”, a rewolucji jako zemsty Żydów za wielowiekowe upokorzenia. Tak rzecz tłumaczy Soni Krongold czekista Sarnowski, czyli – jak czytamy w didaskaliach – Nuchim Grosberg: „Pomyśl tylko, Sara, co to za rozkosz odpłacić im, tym przeklętym gojom, tam w tej ich ukochanej stolicy za wszystkie te odwieczne pogardy, prześladowania, bojkoty, pogromy: kiszyniowski, charkowski, odeski…”[53]. Z kolei Sonia Krongold ucieleśnia stereotyp „czerwonej Salome”[54], jest symbolem żydowskiego i bolszewickiego rozpasania, a zarazem symbolizuje „negatywnie waloryzowaną nowoczesność”[55]. Jest biegunowym przeciwieństwem Morskiej, ku której dość zgodnie kierują się afekty męskich bohaterów sztuki.

 

Arcydzieła Rembeka i Mackiewicza

 

Na arcydzieło dotyczące wojny roku 1920 przyszło czekać do roku 1937, kiedy to Stanisław Rembek opublikował powieść W polu.

Urodzony w roku 1901, Rembek wstąpił ochotniczo do Wojska Polskiego jako kanonier 10 Kaniowskiego Pułku Artylerii Polowej i brał udział w walkach nad Dźwiną, potem pod Warszawą i Zamościem. Jak Broniewski, prowadził zresztą w tym czasie dziennik, który ukazał się dopiero w roku 1997. Z lapidarnych, kronikarskich notatek wyłania się tam obraz wojenny jako krwawego „piekła” i „śmietnika” zarazem[56], z wpisanymi w to doświadczenie śmiercią, zmęczeniem, chorobami, a nawet nudą. Notatki o obieraniu ziemniaków i nocnych ćwiczeniach przechodzą stopniowo w lapidarne, wstrząsające swą beznamiętnością opisy walk na froncie latem 1920 roku, np.:

 

Z domu naprzeciw wyleciał oknem z pierwszego piętra trup jakiegoś czerwonego oficera w brunatnym ubraniu. Podobno został on zakłuty bagnetami przez naszą piechotę. Gdy leżał w rynsztoku, podbiegł do niego jakiś pies bezpański i zaczął zlizywać krew.[57]

 

Do swych doświadczeń wojennych Rembek wrócił w roku 1928, publikując powieść Nagan, a potem raz jeszcze, gdy wydał wspomniane W polu.

Obie te powieści pokazywały wojnę roku 1920 w niezwykły, nowoczesny sposób. Jak zauważył Tomasz Burek, Rembek był „batalistą w nowoczesnym stylu, odrzucającym wszystkie malownicze efekty bitwy i romantyczne symbole walki”[58]. Na bitwę patrzył on chwilami niczym filmowiec. Tak jak bohater W polu: „Pod przymykającymi się ze znużenia powiekami roiły się niknące błyskawicznie odłamki widzianych obrazów niby urywki nieznanego filmu, niepotrzebnie rzucanego na ekran podczas naprawy zepsutego aparatu filmowego”[59].

Rembeka interesowała frontowa codzienność, odbicie wojny w psychice żołnierzy, nie wahał się też pokazać wojny jako „kretowiska trwogi, krwi, śmierci”[60].

Naganie pisarz opisał wydarzenia na froncie polsko-bolszewickim z listopada 1919 roku. Skupiając się na drobnym epizodzie wojennym, rozgrywającym się w okolicach Berezyny, nie tylko „zaglądał niejako w kulisy mało znanego teatru wojny zabużańskiej”[61], ale też kreślił zróżnicowane portrety psychologiczne polskich żołnierzy, z głównym bohaterem, podporucznikiem Konradem Pomianowskim na czele. Jak zauważał Tomasz Burek, Rembek pokazał, że zarówno ich słabość, jak i siła, ideowość i namiętność składają się na „mechanizm wojującej Polski”[62]. W Naganie nowoczesna wojna – a tak widzimy starcie z bolszewikami – oznacza nieuchronne odejście w przeszłość modelu rycerskiego, co symbolizuje samobójcza śmierć Pomianowskiego. Ten ostatni nie rozumie sensu toczących się walk, cierpienia i heroizmu żołnierzy, boli go irracjonalność wojny, a także brzydota.

Dalekie od etosu rycerskiego są postawy takich żołnierzy, jak sierżant Gołąbek, który wojnę pojmuje „[…] jak artysta: jako sztukę zabijania dla zabijania”[63]. Niejednoznaczny jest obraz wroga, bo mamy tu opatrującego ranną Polkę bolszewika, który każe powiedzieć narratorowi, że nawet w piekle wojny „[…] zjawia się miłosierdzie boże pod postacią dobrego człowieka”[64].

Ale w Naganie wojna to przede wszystkim „krwawe śmietnisko”[65], dlatego walczący nie mają w sobie nic z herosów: często porównywani są do zwierząt lub automatów[66]. Zabity wróg to „drgająca w agonii, szara, krwawiąca plama na śniegu”[67], ranny polski żołnierz „[…] zaczął się przeciągać leniwie jak wydobyta na powierzchnię glista ziemna”[68]. Patrząc na „szare sylwety żołnierzy krzątających się po okopie”, Pomianowski rozmyśla:

 

Zapłacze nad wami pieśń i ubierze was w umarłych dumną powagę, będziecie piękni! Ale teraz cóż w was jest pięknego? Zamiast zbroi rycerskich macie na sobie łachmany skradzione trupom waszych towarzyszy; wasze oczy błyszczą nie ogniem zapału, tylko gorączką głodu i podłą żądzą życia.[69]

 

Z kolei w W polu Rembek dał „wielką epopeję odwrotu i klęski”[70], równocześnie jednak nie zamykając oczu i na to, że wojna bywa „wielką mistrzynią”[71]. Akcja tej powieści rozgrywa się w lipcu 1920 roku w czasie odwrotu wojsk polskich znad rzeki Auty i Berezyny i opowiada o tragicznych losach 7 kompanii 10 dywizji piechoty generała Żeligowskiego. Początkowo liczy ona ponad 60 osób, na końcu nikt z niej nie ocaleje. W przekonaniu żołnierzy nad kompanią wisi fatum związane ze śmiercią jednego z kolegów i wiara ta współdecyduje o katastrofie całego oddziału. Od razu zresztą narrator powieści mówi nam, że „wiara to zawsze co innego niż wiedza, a myśl – niż doświadczenie”[72].

W polu przynosi jedno z najciekawszych świadectw literackich wojny 1920 roku. Obok świetnych, nakreślonych z krwawym realizmem scen batalistycznych, daje jedną z najbardziej oryginalnych i pogłębionych analiz fenomenu nowoczesnej wojny i psychiki walczących w niej ludzi w prozie polskiej XX wieku, ukazując przy tym kolizję dwóch doświadczeń wojny: romantyczno-rycerskiego oraz nowoczesnego.

Uwaga Rembeka skupia się tu przede wszystkim na opisach zachowań żołnierzy polskich – bolszewicy, choć postrzegani jako reprezentanci „tyranii azjatyckiej nowych Temudżynów i Tymurów”[73], nadchodzących „antropoidów”[74], są w powieści właściwie nieobecni. Polska 7 kompania to z jednej strony tłum, „gmin”, irracjonalny w swych zachowaniach, „skłonny […] do lichego komedianctwa i taniej czułostkowości”[75], podatny na demagogię, kierujący się niskimi pobudkami, ale też – z drugiej strony – to zbiorowość zdolna do niezwykłej odwagi i poświęcenia: „Chwyciło go zdumienie nad tą niespotykaną nigdzie prężnością polskiej rasy, nie znoszącej karności, ale też zawsze powracającej do swych znaków; nienawidzącej wszelkiej władzy, ale też nigdy nie hołdującej obcej przemocy”[76].

Rembek nie upiększał więc wojny, ani jej uczestników. Przeciwnie – nie wahał się pisać, że kapral Rękowicz, „gdy raz wyszedł na chwilę z okopów w krzaki, został ranny w rękę odłamkiem granatu w sytuacji, o której nie warto nawet wspominać”[77]. W powieści czytamy o żołnierzach okradających kolegów, noszących rzeczy po zmarłych, o tym, jak wojsko staje się – na moment – trudną do okiełznania, irracjonalną tłuszczą. Ale W polu daje także inne spojrzenie na wojnę, bliskie tradycji homeryckiej, pełne patosu, w którym jest ona pojmowana jako szczególne wyzwanie egzystencjalne, będące próbą człowieczeństwa. W ten obraz wojny wpisują się na przykład słowa o „radosnej rozkoszy walki”[78] i o błogosławionym charakterze wojny, bo „tylko na niej ma się sposobność poznać granice swego ducha i zepchnąć w parę miesięcy żywot, który inaczej wlókłby się z pół wieku może”[79].

Tłumaczy to istotną rolę, jaką w powieści odgrywa podporucznik Paprosiński, intelektualista z „sercem bezpańskim” i „niepodległym duchem”[80], który wojnę obserwuje z podszytego sceptycyzmem dystansu. Najpierw drwiąco zauważa, że „wojna stanowczo nie wpływa na większe uduchowienie człowieka”[81], ale potem staje się ona dla niego drogą dochodzenia do wiary w Boga. Zanim zginie, Paprosiński pogodzi się z niepełnością intelektu i uzna, że „należy jednak miłować wszystkich ludzi”[82].

Rembek wymykał się więc schematom „militaryzmu” i „pacyfizmu”. Szczególnie nie cierpiał, gdy go porównywano do Remarque’a. Pisał, że autor Na Zachodzie bez zmian go oburzył i dodawał:

 

[…] osobiście nigdy nie stwierdziłem u ludzi biorących udział w wojnie ani «zdziczenia», ani też zatraty zasad etycznych.[…] Nie rozczarował mnie też bynajmniej «brudny realizm wojny», owszem, urzekła mnie raczej jej żelazna konsekwencja, stała gotowość poświęcenia swego życia dla «swoich», a przede wszystkim brak miejsca na jakąkolwiek blagę, na jakikolwiek kabotynizm i niezmiernie mało miejsca właśnie na podłość.[83]

 

Schematom wymykał się też Józef Mackiewicz w wydanej na emigracji w roku 1965 powieści Lewa wolna, drugim arcydzielnym w naszej literaturze opisie doświadczenia wojny 1920 roku. Sam Mackiewicz brał w niej zresztą udział i wiele go łączy z głównym bohaterem powieści, Karolem Krotowskim. Lewa wolna to nie tylko kronika wojny polsko-bolszewickiej, ale także prowadzona na wielu poziomach analiza skutków, jakie ona wywołała i przyczyn, które do niej doprowadziły. Powieść wyróżnia antyromantyczne i antysentymentalne pokazanie wojny z bolszewikami, dalekie przy tym od patriotycznych stereotypów. Wojna 1920 roku jest tutaj – jak trafnie powiedział Marian Hemar – wojną dla dorosłych, ukazaną z realizmem, a nawet naturalizmem, pełną brutalności, okrucieństwa, cierpienia, grozy[84]. Mackiewicz nie waha się pokazać żołnierzy w chwilach mniej podniosłych, a więc np. strachu, rozprzężenia, okradania cywilów.

Co ważne, pisarz ukazywał wojnę 1920 roku z wielu punktów widzenia, więc oczyma nie tylko Polaków, ale też Rosjan, Litwinów, antykomunistów i bolszewików. Widzimy ją oczyma żołnierzy i cywilów, niejako z dołu i z góry, bo na jej kartach – za sprawą m.in. dokumentów – pojawiają się Piłsudski, Tuchaczewski, Marchlewski, Lenin.

Co ciekawe, wiedząc już, co stało się po roku 1921 i po pokoju w Rydze, Mackiewicz dowodził, że tak naprawdę w roku 1920 wygrali bolszewicy, a decyzja Piłsudskiego o wstrzymaniu ofensywy antybolszewickiej, podjęta z obawy przed zwycięstwem „białych” Rosjan, była w swych skutkach tragiczna nie tylko dla Polski, ale i całej Europy, zwłaszcza tej jej części, którą Mackiewicz określał mianem Wielkiego Księstwa Litewskiego[85]. Więc rok 1920 nie był cudem, szlakiem zwycięstwa, lecz fatalną klęską. Bo ostatecznie pozwolił przetrwać bolszewikom, a to oznaczało zwycięstwo wrogiej każdemu człowiekowi ideologii. Każdemu człowiekowi – bez względu na narodowość, wyznanie, poglądy. Dlatego wojna 1920 roku jest ukazana przez Mackiewicza jako starcie, którego stawką było coś więcej niż istnienie Polski. Rozumie to „niejaki” Wardyński, który tłumaczy komuniście Wintowtowi:

 

[…] podczas gdy panowie Denikinowie, Piłsudscy, Ukraińscy, jacyś tam Litwini i inny drobiazg, operują po staremu pojęciami interesów narodowych, bolszewicy pojęciami interesów międzynarodowych. Gdy tamtym panom chodzi tylko o język i sypanie kopców granicznych, bolszewikom chodzi o zlanie języków i zrównanie kopców granicznych.[86]

 

Pisarz podkreślał też w Lewej wolnej, że granice dzielące walczące strony nie miały charakteru narodowego: po stronie bolszewickiej są Polacy, jak np. Jan Wintowt, a Polaków wspierają „biali” Rosjanie, jak np. Paweł Zybienko. Czasem podziały przebiegają więc wewnątrz narodów, a nawet rodzin. Dlatego wojna z bolszewikami ukazywana jest przez Mackiewicza jako wojna domowa w dosłownym tego słowa znaczeniu. W tym też sensie jest ona groźną zarazą[87]. Jej skutki widzimy w opisie na przykład zdobytego przez bolszewików Białegostoku. O „rewolucji ponurych twarzy”[88] myśli nawet Marchlewski, obserwując owoce krótkotrwałych sukcesów bolszewików na zdobytych przez nich terenach.

Z powieści wynika jasne przesłanie: interesy poszczególnych narodów musiały w roku 1920 ustąpić w obliczu bolszewizmu. Tak się jednak nie stało. Stąd podszyty goryczą i gniewem pesymizm, jakim tchnie Lewa wolna, która jest także wielkim oskarżeniem Piłsudskiego i Polaków o zdradę ich niepolskich sojuszników i o zaprzepaszczenie wielkiej historycznej szansy, jaką była wojna 1920 roku. Piłsudski, jak zresztą polskie elity, nie dostrzegli, że walcząc z bolszewikami, nie walczyli z dawną Rosją, lecz z nowego typu imperium, ideologicznym, totalitarnym, dążącym do podboju i zniszczenia całej ludzkości. Nie zrozumieli, że „bolszewizm może być też… polski”[89].

Z perspektywy Lewej wolnej wojna 1920 roku jest więc wielką tragedią, świadectwem „niezrozumienia Historii przez wszystkich bohaterów jej wielkiego dramatu”[90].

 

Rok 1920: źle obecny?

 

W polu, Lewa wolna, jak zresztą opowiadania Małaczewskiego, reportaże Żeromskiego, Irzykowskiego czy Grzymały-Siedleckiego powinny być lekturą obowiązkową Polaków. A przecież przez całe dekady były wykreślone z naszej świadomości. Charakterystyczne są tu dramatyczne losy Rembeka i jego obu powieści, które chwalone i nagradzane, po roku 1945 zostały uznane za „antyradzieckie” i były wycofywane z bibliotek. Zdesperowany pisarz zdecydował się wydać W polu w paryskim Instytucie Literackim w roku 1958[91]. To z kolei ostatecznie rozwścieczyło komunistów. Świetny pisarz skazany został, nie bez udziału „kolegów” po piórze, na śmierć przez przemilczenie i na życie w biedzie. Już wcześniej zresztą nękano go aresztami, a kiedyś nawet zamknięto go na dwa miesiące w domu wariatów. „Nie czuję się i nie jestem zdrowy psychicznie – ironizował w liście do Giedroycia – na widok szczególnie obleśnej i aroganckiej mordy niejednego groźnego wypierdka wielkiej i krwawej rewolucji rosyjskiej doznaję zawsze tak nieznośnego swędzenia pięści, że często przestaję panować nad sobą”[92].

W polu wznowiono w drugim obiegu dopiero w 1982 roku, trzy lata przed śmiercią Rembeka. Już w wolnej Polsce przyszły wydania oficjalne, także Nagana, i Lewej wolnej, ale sądzę, że to wciąż dla nas arcydzieła nieznane. Tym bardziej warto po nie sięgać. To „strzępy epopei” o jednym z najważniejszych wydarzeń w dziejach Polski i Europy XX stulecia. Wydarzenia, które polscy pisarze ukazywali jako triumf, ale i tragiczną klęskę, a dalej jako próbę militarną i moralną Polaków, dowód ich heroizmu i jedności, jako doświadczenie piekła nowoczesnej wojny, wreszcie jako dowód niszczącego, antycywilizacyjnego charakteru rewolucji i bolszewizmu.

 

Ciąg dalszy?

 

Po 1989 roku pojawiło się kilka dzieł wzbogacających stosunkowo szczupły kanon literatury o wojnie 1920 roku.

Do pomysłu Ligockiego nawiązywała po trosze Jedna przegrana bitwa Marcina Wolskiego z 2010 roku. Autor tej powieści ukazał alternatywną historię świata po wygranej przez bolszewików Bitwie Warszawskiej. U podstaw jego pomysłu stało założenie, iż znaczenie tej bitwy było tak wielkie, iż jej przebieg zdecydował o historii nie tylko Polski, ale całej ludzkości. Zdecydował oczywiście na lepsze, bo w Jednej przegranej bitwie klęska armii polskiej latem 1920 roku pozwoli bolszewikom w szybkim tempie opanować niemal całą Europę i ją zniewolić. 8 marca 1968 roku – a więc w chwili, gdy zaczyna się akcja powieści – Warszawa jest stolicą Polskiej Socjalistycznej Republiki, „niezłomnego ogniwa EZSR – czyli Eurosocu, jak powszechnie nazywano Europejski Związek Socjalistycznych Republik”[93]. Jest krajem skolonizowanym i zsowietyzowanym, podobnie jak Niemcy, Francja i większość krajów kontynentu. Dzieje samej Polski od roku 1920 przypominają w spotęgowanej formie to, co doświadczyliśmy w PRL, bo zwycięstwo bolszewików powoduje, iż staje się ona przedmiotem „mrocznego eksperymentu, opartego na najpodlejszych cechach ludzkiego charakteru […]”[94]. Bez roku 1920 Polska i świat uległyby katastrofie, tak brzmi konkluzja powieści, będącej przewrotną apologią polskiego heroizmu.

Wartą uwagi powieść o wojnie polsko-bolszewickiej napisał też Sławomir Goworzycki. Tamtego lata. Zatajona historia Polaków opowiada o wydarzeniach lata 1920 roku w tonacji epickiej i heroicznej zarazem. Pieczołowicie rekonstruując walki o odparcie bolszewików spod Warszawy, a potem walki o m.in. wyzwolenie Płocka, autor na pierwszy plan wysunął losy przyjaciół-maturzystów, pochodzących z Płocka i jego okolic, którzy na ochotnika wstępują do polskiej armii. Stanisław Kowłowski i Andrzej Oliwieński na wojnę idą powodowani „patriotyczną żądzą przygody”[95], szybko jednak zobaczą, jak wielka jest stawka ich walki. Uświadomią sobie, iż „bolszewizm to straszne wynaturzenie, zrodzone w ludzkich pomylonych łbach”[96]. Narrator powieści ukazuje dojrzewanie Kowłowskiego i Oliwieńskiego na szerokim tle historycznym i stawia tezę, iż dzięki takim właśnie bohaterom wojna z bolszewikami to kolejne powstanie narodowe[97].

Nie są to jednak dzieła na miarę utworów Małaczewskiego, Rembeka czy Mackiewicza. Czy takie jeszcze powstaną? Tak czy owak widać jednak pewną dysproporcję między tym, czym była wojna 1920 roku, a tym, jak odcisnęła się ona na polskiej literaturze.

 

[1] A. Grzymała-Siedlecki, Cud Wisły (1921), [w:] Szlakiem zwycięstwa. Relacje literatów z wojny 1920 roku, posłowie M. Urbanowski, Warszawa 2012, s. 34. Niniejszy tekst jest znacznie poszerzoną wersją posłowia do cytowanej książki. Na temat relacji literackich z wojny polsko-bolszewickiej pisali m.in. E. Pogonowska, Dzikie biesy. Wizja Rosji sowieckiej w antybolszewickiej poezji polskiej lat 1917-1932, Lublin 2002; M. Bednarczuk, Kobiety w kręgu prawicy międzywojennej. Idee, sylwetki, strategie pisarskie, Wrocław 2012.

[1] A. Grzymała-Siedlecki, Cud Wisły, dz. cyt., s. 18.

[2] Zob. B. Skaradziński, Sąd Boży 1920 roku, Warszawa 1995; N. Davies, Orzeł biały czerwona gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920, przekład A. Pawelec, Kraków 1997.

[3] Przedmowa, [do:] „Pokój z Sowietami spiszem bagnetami!”. Antologia poezji patriotyczno-wojennej lat 1918-1922, zebrali i opracowali A. Roliński i A. Romanowski, Kraków 1994, s. 8.

[4] E. Słoński, Bój o Warszawę, [cyt. za:] „Pokój z Sowietami spiszem bagnetami!”…, dz. cyt., s. 127.

[5] B. Hertz, Bolszewikom (1919), [cyt. za:] „Pokój z Sowietami spiszem bagnetami!”…, dz. cyt., s. 91.

[6] S. Leszcz-Płociński, Pobudka bojowa Dywizji Podlaskiej (1920), [cyt. za:] „Pokój z Sowietami spiszem bagnetami!”…, s. 57.

[7] J. Relidzyński, Do broni! (1920), [cyt. za:] „Pokój z Sowietami spiszem bagnetami!”…, dz. cyt., s. 115.

[8] A. Luta, Piosenka żołnierska (1920), [cyt. za:] „Pokój z Sowietami spiszem bagnetami!”…, dz. cyt., s. 66.

[9] J. Kasprowicz, Pieśń ochotnika (1920), [cyt. za:] „Pokój z Sowietami spiszem bagnetami!”, dz. cyt., s. 106.

[10] K. H. Rostworowski, Naprzód (1920), [cyt. za:] M. Rostworowska, Szczery artysta. O Karolu Hubercie Rostworowskim, Kraków 2016, s. 241.

[11] S. Żeromski, Na probostwie w Wyszkowie (1929), [w:] Szlakiem zwycięstwa. Relacje…, dz. cyt., s. 185.

[12] Tamże, s. 186.

[13] Tamże, podkreślenie M. U.

[14] Tamże, s. 187.

[15] Tamże, s. 190.

[16] K. Irzykowski, Nieco o duchu żołnierza polskiego (1920), [w:] Szlakiem zwycięstwa. Relacje literatów…, dz. cyt., s. 41.

[17] Tamże.

[18] Tamże.

[19] K. Makuszyński, Szlakiem zwycięstwa (1920), [w:] Szlakiem zwycięstwa. Relacje literatów…, s. 55, dz. cyt., podkreślenie M. U.

[20] A. Grzymała-Siedlecki, Cud Wisły. Wspomnienia korespondenta wojennego (1921)¸ Łomianki 2007, s. 96.

[21] Zob. np. S. Rostworowski, Listy z wojny polsko-bolszewickiej, wybór i opracowanie tekstów S. J. Rostworowski, Warszawa 1995.

[22] W. Broniewski, Pamiętnik. Wydanie krytyczne, opracowanie z rękopisu, wstęp i komentarz M. Tramer, Warszawa 2013, s. 227, zapis z 8 I 1920.

[23] Tamże, s. 228, zapis z 15 I 1920.

[24] Tamże, s. 267, zapis z 29 VI 1920.

[25] Tamże, s. 271, zapis z 11 VII 1920.

[26] Tamże, s. 288.

[27] Tamże, s. 271, zapis z 13 VII 1920.

[28] I. Lutosławska, Bolszewicy na polskim dworze, Warszawa 1921, s. 75. Szerzej na temat Lutosławskiej zob. M. Bednarczuk, dz. cyt.

[29] Tamże, s. 74.

[30] Tamże, s. 155-156.

[31] E. Małaczewski, U Dzieciątka Jezus, [w:] Szlakiem zwycięstwa. Relacje literatów…, dz. cyt., s. 111.

[32] Tegoż, Koń na wzgórzu (1921), [w:] Szlakiem zwycięstwa. Relacje literatów…¸ dz. cyt., s. 102-103.

[33] Tegoż, Miłosierdzie ziemi (1921), [w:] tenże, Utwory zebrane. Wiersze, przekłady poetyckie, dramat, opowiadania, publicystyka¸ opracował i przedmową poprzedził K. Polechoński, Łomianki 2008, s. 457.

[34] M. Wańkowicz, Strzępy Epopei. Opowiadania, Warszawa 1923, s. 161.

[35] Tamże.

[36] Zob. Szlakiem zwycięstwa. Relacje literatów…, dz. cyt., s. 121-140.

[37] A. Grzymała-Siedlecki, Cud…, dz. cyt., s. 68.

[38] J. Meissner, Eskadra. Opowieść o wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. (1928), Warszawa 1991, s. 57.

[39] Tamże, s. 23.

[40] Tamże, s. 24.

[41] Tamże, s. 96.

[42] Tamże, s. 23.

[43] Tamże, s. 37.

[44] Tamże, s. 57.

[45] E. Ligocki, Gdyby pod Radzyminem…, Warszawa 1927, s. 104.

[46] Tamże, s. 65.

[47] Tamże, s. 65.

[48] Tamże, s. 116.

[49] Tamże, s. 206.

[50] N. Davies, Orzeł biały…, dz. cyt., s. 164.

[51] W. Sieroszewski, Bolszewicy. Dramat w trzech aktach, Warszawa b. d., s. 40.

[52] Tamże, s. 37.

[53] Tamże, s. 76.

[54] M. Bednarczuk, Kobiety w kręgu prawicy…, dz. cyt., s. 196.

[55] Tamże, s. 195.

[56] S. Rembek, Dzienniki. Rok 1920 i okolice, wstęp J. Siedleckiej, Warszawa 1997, s. 117, zapis z 5 VIII 1920, por. „Ruszyliśmy szosą, na której panowało jakieś krwawe piekło. […] Na szosie nie było żywego ducha. Leżały tam tylko wozy z pozabijanymi końmi i trupy naszych żołnierzy wśród krwawego śmietnika szarpi, bandaży, części oporządzenia i kałuż krwi”.

[57] Tamże, s. 118, zapis z 5 VIII 1920.

[58] T. Burek, Problemy wojny, rewolucji i niepodległości w zwierciadle prozy narracyjnej, [w:] Literatura polska 1918-1932, t. 1, red. A. Brodzka, H. Zaworska, S. Żółkiewski, Warszawa 1975, s. 475. Szerzej na temat Rembeka i W polu zob.: M. Lalak, Między historią a biografią. O prozie Stanisława Rembeka, Szczecin 1991; M. Urbanowski, Wojna jako mistrzyni? Ernst Jünger i Stanisław Rembek, [w:] tenże, Prawą stroną literatury polskiej, Łomianki 2015.

[59] S. Rembek, W polu. Opowieść, Warszawa 1993, s. 209.

[60] Tamże, s. 39.

[61] T. Burek, Posłowie, [do:] S. Rembek, Nagan, Warszawa [bdw]., s. 209.

[62] Tamże, s. 210.

[63] S. Rembek, Nagan, dz. cyt., s. 78.

[64] Tamże, s. 109.

[65] Tamże, s. 150.

[66] Por.: „Żołnierze automatycznie rzucili się do swoich karabinów i zamienili się momentalnie w cząstki jakiejś morderczej machiny, strzelające, repetujące i ładujące w sposób zupełnie jednakowy” (tamże, s. 146).

[67] Tamże, s. 116.

[68] Tamże, s. 106.

[69] Tamże, s. 177.

[70] T. Burek, Problemy wojny, rewolucji i niepodległości w zwierciadle prozy narracyjnej, dz. cyt., s. 475.

[71] Zob. S. Kołaczkowski, Wojna jako mistrzyni, „Prosto z Mostu” 1939, nr 27.

[72] S. Rembek, W polu, dz. cyt., s. 9.

[73] Tamże, s. 177.

[74] Tamże.

[75] Tamże, s. 31.

[76] Tamże, s. 177.

[77] Tamże, s. 45.

[78] Tamże, s. 74.

[79] Tamże, s. 237.

[80] S. Kołaczkowski, Wojna jako..., dz. cyt.

[81] S. Rembek, W polu, dz. cyt., s. 240.

[82] Tamże, s. 277.

[83] S. Rembek, List do redakcji „Tygodnika Powszechnego” (1955), [w:] tenże, Dzienniki. Rok 1920 i okolice, dz. cyt., s. 234.

[84] M. Hemar, Lewa wolna, „Tydzień Polski” 1966, nr 3, [w:] Józef Mackiewicz i krytycy. Antologia tekstów, pod redakcją M. Zybury, Łomianki 2009, s. 245-251.

[85] Zob. W. Bolecki, Ptasznik z Wilna. O Józefie Mackiewiczu. Zarys monograficzny, Kraków 2013, s. 665.

[86] J. Mackiewicz, Lewa wolna, Londyn 1993, s. 217-218.

[87] Por. „Wojna domowa wężem niezgody poczęła się rozpełzać po kraju, zarazą wgryzać we wsie i miasta: czerwoną kresą dzielić domy i domowników, przyjaciół, krewnych, rodziny” (tamże, s. 288).

[88] Tamże, s. 323.

[89] Tamże, s. 487.

[90] W. Bolecki, dz. cyt., s. 669.

[91] Szerzej na ten temat zob. M. Urbanowski, „Najlepsza moim zdaniem książka o wojnie polsko-bolszewickiej”. Wokół paryskiej edycji „W polu” Stanisława Rembeka, „Ruch Literacki” 2017, z. 3 (342), s. 315-326.

[92] S. Rembek, List od Jerzego Giedroycia [bd]., [w:] tenże, Dzienniki. Rok 1920 i okolice, dz. cyt., s. 238.

[93] M. Wolski, Jedna przegrana bitwa, wyd. II, Poznań 2013, s. 10.

[94] Tamże, s. 55.

[95] S. N. Goworzycki, Tamtego lata. Zatajona historia Polaków, Lublin 2006, s. 106.

[96] Tamże, s. 107.

[97] Tamże, s. 163.

Sponsorzy:

Muzeum Historii Polski Patriotyzm Jutra

Dofinansowano ze środków MHP w ramach programu „Patriotyzm Jutra”

Teksty prezentowane na niniejszej stronie są dostępne na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa – 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej i Autorów tekstów.

Ilustracje, design: Stereoplan